środa, 12 grudnia 2012

Chapter 8

 Rozdział z dedykacją dla Andżusia,
która mnie wczoraj odwiedziła :P

Staliśmy pod drzwiami i czekaliśmy, aż ktoś otworzy nam drzwi.
Usłyszałam dźwięk przekręcania klucza, a w progu stanął Liam... Na nasz widok nieźle się zdziwił, ale nie odezwał się ani słowem. Spojrzałam ukradkiem na Michael'a. Ten nabierał powietrza, aby zacząć mówić.
- Musimy pogadać- powiedział poważnym tonem. Liam tylko lekko skinął głową i wpuścił nas do środka.
W całym domu było cicho. Żadnej muzyki, żadnych krzyków i śmiechów imprezowiczów. Teraz był to normalny dom, tylko o rozmiarach XXL... Najbardziej jednak zastanawiało mnie to, gdzie są pozostali gospodarze...?
- Jesteś sam?- zapytał Michael.
- Tak...-westchnął Liam, pokazując, abyśmy usiedli na kanapie. Sam klapnął na fotelu na przeciwko.
Ciekawa jestem, skąd Michael wie, co się dzieje u tych chłopaków. Ahaaa... no tak, głupia ja... Sam- ten ochroniarz zespołu, to on donosi o wszystkim. Pewnie ten bydlak obiecał mu jakąś część zdobytej kasy, a tak na prawdę nic a nic mu nie da.
- Pewnie wiesz, że przyszliśmy tu, bo mamy jakiś powód, prawda?- Michael nie odpuszczał.
- Wiem... Ale co to za powód?- pytając, spojrzał na mnie.
- Ona jest w ciąży- powiedział prosto z mostu mój towarzysz.
Mina Liam'a była wręcz nie do opisania. Zaskoczenie, złość, radość i strach w jednym. Siedział nieruchomo i czekał na nasz kolejny ruch.
- Masz dwie opcje. Albo dać nam kasę na aborcję, albo ona urodzi to dziecko, a ty będziesz dawał alimenty. Którą z nich wybierasz?
Liam spuścił głowę i schował twarz w dłonie. Ja nadal siedziałam cicho, bo miałam nie przeszkadzać, więc wolę się nie wychylać.
- Susan, a ty chcesz urodzić to dziecko?- zapytał mnie Liam.
- Ja... ja...- zaczęłam się jąkać, bo nie wiedziałam, co mam powiedzieć.
- Jej jest to obojętne- odpowiedział za mnie Michael- Może je usunąć, ale równie dobrze może je urodzić.
- Skoro tak, to ja wybieram opcję urodzenia dziecka- powiedział, patrząc się mi prosto w oczy.
- Na pewno?- wiedziałam, że ani mnie, ani Michael'owi nie było to na rękę, bo skąd mam wytrzasnąć ciążę, skoro w ciąży nie jestem...?
- Tak, na pewno. Ale ja również mam jeden warunek. Nikt, ale to nikt nie może się dowiedzieć o tej sytuacji.
- Jasne, ale za to alimenty będą dwa razy wyższe, zgadzasz się?
- Tak- po tej zgodzie, chłopaki podali sobie dłonie, a ja nadal siedziałam cicho.
- Idziemy- Michael dotknął mojego ramienia i pociągnął w stronę drzwi.
Bez jakiegokolwiek pożegnania wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu. Odjeżdżając w stronę domu, w bocznym lusterku widziałam jeszcze sylwetkę Liam'a.
Nienawidzę siebie!!!- wrzeszczałam w swojej głowie, a po moim policzku zaczęła spływać łza.
- Tylko mi tu nie rycz! Musimy to powtórzyć jeszcze trzy razy, rozumiesz?!- ja w odpowiedzi tylko lekko kiwnęłam głową.
Trzy, a nie cztery... I to ma być pewnie moje pocieszenie...
Podjechaliśmy pod dom. Bez słowa wysiadłam z auta i podbiegłam do drzwi. Otworzyłam je i wpadłam do środka.
- Co się stało?- zapytałam mama. Zaraz, mama?!
- Co ty tu robisz?! Co wy tu robicie?!- popatrzyłam na tatę, który jadł kanapkę.
Rodzice patrzyli po sobie i tylko się uśmiechnęli.
- Dziś mamy wolne- powiedziała radośnie moja rodzicielka.
- Tak jak i jutro i pojutrze- dodał ojciec.
- Dobra...- to było dosyć podejrzane.
- Chcesz coś zjeść?
- Nie, dzięki- powiedziałam szybko i weszłam do swojego pokoju.
Padłam na łóżko i po prostu się rozbeczałam. Już nie daję sobie rady z tą całą sytuacją! Muszę okłamywać każdego, kogo napotkam na swojej drodze! Nienawidzę życia!
Chyba musiałam zasnąć, bo nic więcej nie pamiętam.

Obudziłam się dopiero następnego dnia po 9.00. Spałam ponad 12 godzin, no nieźle. Musiałam być nieźle zmęczona, choć wcale tego nie czułam.
Poszłam do łazienki, wykonałam poranną toaletę, uczesałam włosy i wróciłam po pokoju.
Wyciągnęłam z szafy pierwsze lepsze ciuchy, ubrałam się i postanowiłam iść na śniadanie.
W kuchni spotkałam tatę. Był jakiś przygnębiony, ale gdy tylko mnie zobaczyć, uśmiechnął się.
- Hej. Tutaj masz śniadanie- wskazał na stół, na którym stał talerz i kanapkami.
- Dzięki- posłałam mu uśmiech i zajęłam się jedzeniem.
Ojciec naszykował mi pięć kanapek i wszystkie je zjadłam, co nigdy mi się nie zdarzyło. Wypiłam jeszcze herbatę i już miałam wchodzić do pokoju, kiedy nagle mnie zemdliło. Wpadłam do łazienki niczym huragan i nachyliłam się nad muszlą. Wyleciało ze mnie chyba wszystko z przeciągu ostatniego tygodnia. Byłam wykończona... Oparłam się o ścianę i mocno odetchnęłam.
- Kate, wszystko w porządku?- usłyszałam głos mamy zza drzwi.
- Tak, wszystko dobrze- skłamałam i doczołgałam się do umywalki, aby wypłukać buzię.
Wtedy usłyszałam dźwięk SMS'a. Wyszłam z łazienki i poszłam po telefon do pokoju. Usiadłam na łóżku i odebrałam wiadomość. Michael: "Za chwilę będę". CO?! A ja w takim stanie! Szybko wpadłam do łazienki, przemyłam twarz i uczesałam włosy. Spojrzałam jeszcze na ubranie- może być...- machnęłam ręką i weszłam jeszcze do kuchni po coś słodkiego. Wybrałam Kinder Bueno i wyszłam z domu, krzycząc tylko szybkie "Wychodzę!" w stronę rodziców.
Michael stał już pod domem. Wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy w stronę willi.


--------------------------------------

Heloł.!

Udało mi się wypierdzieć nowy rozdział... Wiem, że jest taki sobie i że stać mnie na więcej, ale ta atmosfera szpitalna mnie dobija.! Ale muszę się Wam pochwalić, że po wczorajszym badaniu, gdzie miałam elektrowstrząsy wyżej podnoszę rękę o jeszcze wczoraj nie było możliwe. Moje 'leczenie' zmierza w dobrym kierunku :)

Kolejny rozdział napiszę nie wiem kiedy, ale wiem, że dodam go po 20 komentarzach. Wiem, że to mały szantaż, ale chcę jakoś sobie poprawić humor Waszymi opiniami na temat moich wypocin :)

Czekam na kolejne rozdziały na Waszych blogach.!

Ściskam Was mocno jedną ręką i całuję ;** <33

Kama ;**

wtorek, 11 grudnia 2012

Chapter 7

*następnego dnia, po południu*
 

Od rana Michael próbował się do mnie dodzwonić. Już nawet kilka razy był pod moim domem, jednak ja nie zamierzałam mu otworzyć. Bałam się, że mógłby mi coś zrobić. Rodziców jak zwykle nie było w domu, sama również nie mogłam nigdzie wyjść.
Cały czas myślałam o tym co się stało wczoraj wieczorem. Rozpoznali mnie... Każdy z nich mnie rozpoznał,a ja głupia uciekłam jak ostatni tchórz! Ale co innego miałam zrobić? Upadłam na tą piramidę szkła, przez co mam przecięte policzka i ręce.
Kiedy tak myślałam nad wczorajszymi wydarzeniami, po raz kolejny dzisiaj zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz: "Michael". No przecież któż by inny. Tym razem postanowiłam odebrać.
- Halo?- odezwałam się do telefonu.
- Wiesz, że ta rozmowa cię nie ominie- usłyszałam jego głos po drugiej stronie.
Nie odpowiedziałam, tylko czekałam na jego kolejne słowa.
- Musisz dokończyć to, co zaczęłaś. Musisz zacząć łgać w żywe oczy, rozumiesz?!- podniósł na mnie głos.
Wiedziałam, że on nie ustąpi. Był zdolny posunąć się do najgorszych czynów, a nie chcę, aby cokolwiek spotkało mnie lub moich rodziców.
- Co mam robić?- zapytałam.
- I to mi się podoba- zaśmiał się- Masz jechać ze mną do tego zespołu i mówić to, co ci będę kazał, jasne?!
- Jasne...- westchnęłam- Kiedy?
- Jutro o 13.00 bądź gotowa- powiedział i się rozłączył.
Odłożyłam telefon i schowałam twarz w dłoniach.
Przecież ja nie potrafię kłamać, a co dopiero łgać w takiej sprawie! Mam już tego wszystkiego dosyć!- krzyczałam w myślach, chodząc nerwowo po domu.
W końcu zatrzymałam się w łazience. Spojrzałam w swoje odbicie w lustrze i skrzywiłam się na sam widok ran na policzkach.
Nie chciałam już o tym wszystkim myśleć, więc rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Odkręciłam gorącą wodę i rozkoszowałam się nią przez kilkanaście minut.
Po gorącej kąpieli wyszłam spod prysznica, owinęłam się ręcznikiem i uczesałam z włosów warkocza. Wyszedł jako tako, ale jakoś to wyglądało. Wytarłam dokładniej swoje ciało i narzuciłam na siebie szlafrok. Było już przed 20.00, więc nie widziałam sensu, aby zakładać nowe ubranie, dlatego przeszłam do pokoju i założyłam piżamę.
Kiedy odwieszałam szlafrok na haczyk w łazience, usłyszałam, że zamek w drzwiach się przekręca. Podeszłam do drzwi wejściowych i przez próg przeszli zmęczeni rodzice.
- Hej- odezwałam się- Co wy dziś tak wcześnie?
- Tak jakoś wyszło...- westchnął smutno tata i spojrzał ukrytkiem na mamę. Nie wiedziałam, o co mu chodziło, ale nie zwróciłam na to uwagi.
- Jesteście głodni? Zrobić wam coś do jedzenia?- zaproponowałam.
- Nie, dzięki... Teraz marzę tylko o łasnym łóżku- powiedział ojciec i zniknął za drzwiami łazienki. Spojrzałam na mamę, która była jakby trochę podłamana.
- Coś się stało?- zapytałam.
- Co...? Nie... Dlaczego tak uważasz?- mama wyraźnie się zdenerwowała.
- No, bo jesteś jakaś smutna, więc myślałam, że może o czymś powinnam wiedzieć.
- Na razie nic nie musisz wiedzieć, córciu. Dobranoc- dotknęła lekko mojego ranienia i weszła do sypialni rodziców.
Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć, więc po prostu postanowiłam się w tym problemem, jak i z każdym innym przespać. Weszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Jeszcze chwilę myślałam nad dzisiejszym i jutrzejszym dniem, aż w końcu udało mi się zasnąć.

*kolejny dzień, 12.45*

Do przyjazdu Michael'a zostało tylko 15 minut. Byłam już ubrana i gotowa do wyjścia.
Siedziałam w kuchni i jadłam Twix'a. Od rana zastanawiał mnie fakt, dlaczego rodzice nie poszli dzisiaj do pracy, ale w końcu jest niedziela, więc może dali im dzisiaj wolne, dlatego byli wczoraj tacy dziwni. Nie wnikam głębiej.
Wyrzucałam papierek po batonie do kosza, kiedy usłyszałam trąbienie samochodu przed domem. Od razu ruszyłam do wyjścia. Założyłam buty i wyszłam na zewnątrz. Zamknęłam drzwi na klucz i wsiadłam do auta.
- Wiesz co masz robić?- zapytał chłopak, kiedy ruszył w drogę do willi.
- Mówić to, co mi każesz- powiedziałam bez emocji i wbiłam wzrok w przednią szybę.
Po kilku minutach byliśmy pod domem zespołu. Wysiedliśmy z samochodu i podążyliśmy  stronę drzwi. Michael zadzwonił dzwonkiem i wtedy nastąpiło to, czego bałam się najbardziej. Drzwi otworzyły się...


--------------------------------------

Jeszcze raz bardzo przepraszam za to opóźnienie i teraz jeszcze za taki nudny rozdział. Ale moja wymówka to to, że leżę na niewygodnym łóżku szpitalnym, w jednej ręce mam wenflon, a w drugiej nie mam czucia (ruszam tylko od dłoni do łokcia) więc same rozumiecie...;/ Jednym słowem masakra...

Nie wiem czemu, ale mam takie wrażenie, że tego bloga czyta tylko te kilka osób, które komentują rozdziały. Dlatego proszę Was o oddawanie głosów w ankiecie, abym widziała, że piszę tego bloga nie tylko dla siebie...

Postaram się napisać jeszcze dziś kolejny rozdział i dodać go jutro, ale nic nie obiecuję.

Więc, do następnego.!

Kama ;**

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Wyjaśnienia...

Przepraszam Was bardzo, że nie dodałam nowego rozdziału, ale trafiłam do szpitala z niedowładem prawej ręki, więc nie mogłam kompletnie nic napisać. Teraz jest już lepiej i mogę ruszać (tylko jak na razie) dłonią.
Postaram się napisać i dodać kolejny rozdział, ale nic nie obiecuję...

Teraz o opowiadaniach, które czytam. Każdy z nowo dodanych i nie skomentowanych przeze mnie rozdziałów bardzo mi się podoba, ale po prostu nie dałabym rady napisać komentarza pod każdym z osobna, więc piszę tak. Oczywiście czekam z wielką niecierpliwością na dalsze rozdziały :D

To ode mnie tyle...
Jeśli macie do mnie jakieś pytania, to śmiało możecie pytać. Jak chętnie odpowiem :)

Kocham Was bardzo mocno i ściskam tą zdrową ręką :P

Kama ;**

piątek, 7 grudnia 2012

Chapter 6

*kolejny tydzień później*
 

I stało się... Kolejny piątek, kolejna impreza...
Siedziałam w kuchni na parapecie i czekałam na Michael'a. Byłam już ubrana i gotowa do wyjścia. W ręce trzymałam miskę z truskawkami, które po prostu uwielbiam.
Po około 10. minutach pod dom podjechał dobrze mi znany samochód. Zeskoczyłam z parapetu, przeszłam do drzwi, ubrałam buty i wyszłam. Drzwi zamknęłam na klucz i podeszłam do auta. Niepewnie otworzyłam przednie drzwi i usiadłam na miejscu obok kierowcy. Bez słowa ruszyliśmy w drogę na imprezę.
- Dzisiaj jest przedostatnia- poinformował mnie Michael.
- Taaa...- westchnęłam.
- I masz jeszcze szansę na poprawę trzeciego zadania- na to nic nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam się pusto w przednią szybę.
Nie byłam zdolna do tego, żeby spróbować znowu zabrać się za Niall'a. Po prostu nie mogłam! Ale on tego nie rozumie! Dlaczego on tego nie rozumie?!
- Dzisiaj najstarszy. Będzie miał na sobie koszulkę w paski i kolorowe spodnie, więc nie trudno będzie ci go znaleźć- powiedział chłopak, kiedy podjechaliśmy pod willę.
- Ok...- odezwałam się cicho i wysiadłam z samochodu.
Od razu ruszyłam do drzwi i nie zważając na nic zaczęłam szukać owego chłopaka w paski. Rzeczywiście, nie trudno go było znaleźć. Pasiak siedział na kanapie i rozglądał się po pokoju, szukając kogoś z kim można pogadać. Był wyraźnie znudzony całą tą imprezą.
Podeszłam do kanapy i usiadłam obok. On od razu zwrócił na mnie uwagę.
- Cześć- odezwałam się pierwsza.
- Hej- uśmiechnął się. O BOŻE!!! Rozpływam się...
- Widzę, że ci się nudzi, hmmm...?
- Aaa... jakoś tak, nie mam się do kogo odezwać i zabawić.
- No to może masz ochotę zabawić się ze mną. Ja też nie mam z kim pogadać- lekko przygryzłam dolną wargę.
- Wiesz... Jestem gospodarzem, więc powinienem zadbać o to, aby każdy z moich gości dobrze się bawił- zaśmiał się.
- Skoro tak mówisz...
- A tak w ogóle, jestem Louis- przedstawił się i podał mi dłoń, która nawiasem mówiąc, była gładka jak pupcia niemowlęcia.
- Sarah- uśmiechnęłam się i ujęłam jego dłoń.
Wyszliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć, śmiejąc się przy tym i wygłupiając. Po kilku piosenkach podeszliśmy do stołu z alkoholami, a potem powracaliśmy na parkiet.
Spędziliśmy razem dobre kilka godzin. Polubiłam Louis'a, ze względu na jego poczucie humoru, ale wiedziałam, co muszę zaraz zrobić.
Podczas szybkiej piosenki postanowiłam zacząć działać.
- Louis- odezwałam się, kiedy chłopak na mnie nie patrzy
- No?- spojrzał się, a ja nic nie mówiąc, pocałowałam go. On zaczął pogłębiać pocałunek, lekko się przy tym uśmiechając. Ja również zaczęłam się szczerzyć, jeśli tak to można nazwać.
- Wiesz na co mam ochotę?- zapytał, kiedy się od siebie oderwaliśmy.
- Nie wiem, ale myślę, że zaraz mi powiesz- uśmiechnęłam się.
- Na ciebie- pocałował mnie jeszcze raz i złapał za rękę.
- Ja na ciebie też- po moich słowach, Louis był pewny, że również tego chcę. Tyle, że ja bardziej musiałam to zrobić.
Bez zbędnych ceregieli ruszyliśmy do jego pokoju. Już na górnym korytarzu zaczęliśmy się całować, a kiedy tylko przekroczyliśmy próg pokoju, pozbywaliśmy się po kolei naszych ubrań. Po chwili rzuciliśmy się na łóżko i zaczęło się.
Położyłam się na wygodnym materacu, a on na mnie. Zaczęliśmy się nawzajem pieścić i całować po każdej części naszych ciał. Już teraz było mi cudownie, a co miało się stać za moment, przekraczało moje najśmielsze myśli.
- Pieprz mnie!- krzyknęłam, a Louis zaczął we mnie powoli wchodzić. Moje podniecenie sięgało zenitu. On zaczął się lekko poruszać, wywołując we mnie jeszcze większy zachwyt. Już nie wytrzymywałam i zaczęłam jęczeć z podniecenia.
Stało się! Doszliśmy oboje! Moje ciało stało się lekkie jak nigdy dotąd. Czułam, że mogłabym zrobić wszystko, dlatego kiedy Louis opadł obok mnie ze zmęczenia, ja położyłam się na nim i zaczęłam go całować. Zaczęłam od szyi i schodziłam coraz niżej, zatrzymując się na dłużej przy jego kroczu. Chciałam mu podziękować za emocje, jakie mi sprawił przed chwilą.
- Jesteś genialna!- jęczał i próbował odszukać rękami mojej twarzy. W końcu pozwoliłam na to, aby ujął moje policzki w dłonie i czule pocałował.
- Dziękuję- szepnął, a ja tylko się uśmiechnęłam i położyłam głowę na jego torsie.
Mogłabym tak leżeć do końca życia- pomyślałam i zamknęłam oczy. Nie spałam, chociaż miałam na to wielką ochotę. Wiedziałam jednak, że na dole czeka na mnie Michael.
Spojrzałam na Louis'a. Spał...
Powoli podniosłam się na łokciach i pocałowałam jego policzek. Następnie zaczęłam się ubierać.
Gotowa wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Rozejrzałam się, czy innych gospodarzy nie ma w pobliżu, a kiedy droga była wolna, podeszłam do opierającego się o ścianę Michael'a.
- Jestem- powiedziałam i wyszyliśmy w domu.

- Za tydzień ostatnia impreza i ostatnia szansa zajęcia się Blondynem- powiedział, kiedy podjechaliśmy pod dom.
- Wiem... Cześć- rzuciłam szybko i wysiadłam z samochodu.

Położyłam się zmęczona na swoim łóżku i zaczęłam myśleć... Jednak nie trwało to długo bo zaraz potem zasnęłam.

*tydzień później*

- Mam nadzieję, że masz już plan, jak zaciągniesz go do łóżka- powiedział Michael, kiedy szliśmy w stronę drzwi od willi
Nie odpowiedziałam mu na to pytanie, tylko na niego spojrzałam.

Ostatnia impreza, ostatnie ubranie, ostatnie godziny w tym domu.
Weszliśmy do środka i od razu naszą uwagę przykuła wielka piramida z kieliszków do wina pod ścianą salonu. Każdy gość, który wchodził do domu, patrzył się w tamtą stronę. Ale nie Michael, bo tego szukał w tłumie Blondasa.
- Tam jest- powiedział i złapał mnie za ramię. Spojrzałam w tamtym kierunku. rzeczywiście tam stał, ale ja nie miałam zamiaru do niego podchodzić. Ruszyłam w odwrotnym kierunku, czyli do atrakcji dzisiejszego wieczoru. Piramida była wyższa ode mnie, a mała nie jestem.
- Co ty wyrabiasz?- Michael chwycił mnie mocno za ramię.
- Nie zrobię tego- powiedziałam, patrząc mu w oczy.
- Jak to nie zrobisz?!- zaczął się wściekać.
- Normalnie! Nie mam zamiaru więcej wykonywać twoich rozkazów- powiedziałam.
W Michael'u zaczęło się gotować. Jego ręka na moim ramieniu zacisnęła się jeszcze mocniej. Zaczęłam się strasznie bać, co on może mi zrobić na oczach innych ludzi.
I stało się...
Popchnął mnie w tył. Runęłam z wielkim hukiem na wielką piramidę. Kieliszki roztrzaskały się, a niektóre kawałki szkła raniły mnie w ciało. Ludzie gwałtownie odwrócili się w moją stronę, a Michael uciekł. Jeden z kawałków trafił w moje policzko. Zabolało i to strasznie.
Leżałam na ziemi, opierając się jednym łokciem o ziemię i zaczęłam się rozglądać dookoła. Czułam na sobie wzrok każdego z obecnych w domu. I wtedy stało się coś, czego obawiałam się najbardziej.
- To ty!!!- usłyszałam pięć męskich głosów.
Spojrzałam w kierunku, z którego dobiegały. I byli tam. Każdy z gospodarzy tej willi stał i mi się przyglądał. A ja?! Wstałam najszybciej jak mogłam i przecisnęłam się do wyjścia.
Udało się. Uciekłam.


---------------------------------------------

No Hey...! :P

Mnie ten rozdział się nawet podoba :P
A jak Wasze wrażenia.? Mam nadzieję, że powiecie szczerze :)

Dziękuję za ostatnie komentarze.! Kocham Was.! <33

Kolejny rozdział w poniedziałek :)

Czekam na komentarze i ściskam Was mocno.! <33

Kama ;**

środa, 5 grudnia 2012

Chapter 5

Rozdział specjalnie dla Andżeliki, Perrie M. i Nath Malik :P

*tydzień później*

"Pamiętaj, że dziś piątek. O 18.00 bądź gotowa."
Tak brzmiał SMS od Michael'a, który przed chwilą dostałam.
Nie chciałam iść na tą imprezę, bo po tym co się stało po ostatniej cholernie się bałam. Bałam się, że znowu może mi się nie udać i znowu Michael się na mnie odegra. Po ostatnim razie mam jeszcze sine policzki, które codziennie muszę zakrywać grubą warstwą pudru. Nie lubiłam ciężkiego makijażu, ale niestety byłam do niego zmuszona.
Siedziałam przy stole w kuchni i jadłam kolejne kostki czekolady. Była to już druga tabliczka dzisiaj, ale nie mogłam się powstrzymać. Kocham słodycze, ale nie tylko dlatego. Nerwy- to właśnie przez nie jadłam więcej niż zazwyczaj.
Była godzina 16.15, więc czas najwyższy zacząć się przygotowywać.
Przeszłam do łazienki i umyłam włosy. Potem je wysuszyłam i spięłam w kucyka na bok. Następnie zajęłam się "tapetą". Nałożyłam podkład, który zasłonił siniaka, trochę różu i cienie na powieki.
- Gotowe- westchnęłam i poszłam do swojego pokoju.
Ubranie miałam już naszykowane, więc tylko przebrałam się i pozostało mi czekać na Michael'a. Wróciłam do kuchni, ułamałam jeszcze linijkę czekolady i usiadłam z nią na parapecie.
Po kilku minutach pod mój dom podjechał samochód chłopaka. Od razu wyszłam na zewnątrz, zamknęłam drzwi i wsiadłam do auta.
- Dzisiaj zajmiesz się czwartym, a do poprzedniego wrócimy na koniec- powiedział, kiedy ruszyliśmy w drogę na imprezę.
- Jasne- westchnęłam ciężko- Jakieś znaki szczególne?
- Mulat, czarne włosy- zaczął wymieniać.
Wyobraziłam go sobie w głowie, myśląc, jak go uwieść. Postawiłam na zwykłe zachowanie. Jeśli się nie zainteresuje, wtedy zaczną działać ostrzej.
- Wysiadaj!- krzyknął Michael, kiedy samochód się zatrzymał.
Otworzyłam drzwi i ruszyliśmy do wejścia. Byłam tu czwarty raz, a nadal nie mogłam się nadziwić, jaki ten dom jest wielki!
Weszliśmy do zatłoczonego salonu i od razu się rozdzieliliśmy. Podeszłam do stołu z alkoholem i wzięłam do ręki jednego w drinków. Usiadłam na kanapie i obserwowałam tańczących ludzi.
Mulat, Mulat- myślałam, przyglądając się jednej z par. Wtedy poczułam, że ktoś siada obok mnie. Niepewnie odwróciłam głowę i zobaczyłam MULATA! EUREKA!!!
- Cześć- zaczął rozmowę- Widziałem cię tu wczoraj.
- Hej. Naprawdę? A ja ciebie nie, więc może się poznamy?- uśmiechnęłam się.
- Jasne. Jestem Zayn i jestem jednym z organizatorów, ale ty to pewnie wiesz- zaśmiał się. Szczerze? Nie wiedziałam, ale na to liczyłam.
- Angelika- przedstawiłam się fałszywym imieniem.
- A więc, co byś chciała robić?- zapytał.
- Hmmm...- zamyśliłam się- Może by tak po prostu się dobrze bawić?
- Jasne, a więc, czy mogę prosić do tańca?- wstał i podał mi dłoń. Złapałam ją, a Zayn pociągnął mnie na parkiet. Od razu zaczęłam się do niego przybliżać, bo nie mogłam czekać. Ocierałam się o niego, przytulałam się i dotykałam, przez co chłopak zaczął się podniecać i powoli napalać. Widziałam to po jego kroczu, które nagle stało się większe. Zaśmiałam się i cmoknęłam go w usta. On to odwzajemnił, więc wiedziałam, że jest już mój.
- Chcesz?- zapytałam, patrząc głęboko w jego czekoladowe oczy.
- Jak nigdy- uśmiechnął się i zaciągnął na piętro.
Kolejny pokój, kolejne łóżko, kolejny chłopak zaliczony.
Zayn zaczął mnie rozbierać. Ja jego również. Oboje padliśmy nadzy na łóżko i kontynuowaliśmy całowanie i przeróżne pieszczoty. Było mi tak cudownie, że nie mam nawet siły tego opisywać. Chłopak był świetny w łóżku. W końcu stało się, oboje doszliśmy! O DROGI BOŻE!!!
Zayn padł obok mnie na łóżko i pozwolił mi położyć na tego torsie głowę. Umięśnione ciało przyprawiało mnie o przyjemne dreszcze. Wiedziałam jednak, że to mnie więcej nie spotka, że robię to wszystko, bo Michael mi kazał. Został mi jeszcze jeden, którego nie znam i Niall, ale z nim nie wiem, czy mi się uda.
Wróćmy do teraźniejszości...
Spojrzałam na Zayn'a, chłopak spał. Spał sobie słodko, a ja musiałam uciekać. Wygramoliłam się w łóżka i ubrałam swoje ubrania, które były dosłownie wszędzie. Taki stanik... Wisiał na lampce, która stała na biurku. Nie wnikam.
Wyszłam po cichu z pokoju i zeszłam na dół. W tłumie znalazłam Michael'a.
- Zaliczony- powiedziałam.
- Dobrze- poklepał mnie po ramieniu- A teraz wychodzimy!
Pociągnął mnie w stronę samochodu. Wsiadłam na miejsce pasażera, a on za kierownicę i z piskiem odjechał spod willi.

Weszłam do domu na palcach i od razu przeszłam do pokoju. Przebrałam się w piżamę i położyłam na niewygodnym łóżku.
- Ostatni za tydzień- westchnęłam i zamknęłam oczy, odpływając w sen.


----------------------------------

Wiem, że rozdział krótki i beznadziejny, al pisałam go na szybko, bo obiecałam, że dziś dodam.
No i pytanka:
1) Czy uważasz, że po tak miłych przeżyciach Kate zakocha się w Zayn'ie.?
2) Uważasz, że rozdział jest beznadziejny.? (tu liczę na szczerą opinię)
3) Domyślasz się co będzie dalej, kiedy Katie "zaliczy" już wszystkich.? (te odpowiedzi mnie bardzo ciekawią)

Czekam na Wasze komentarze.!
Jeszcze raz bardzo przepraszam, że musiałyście tak długo czekać i na dodatek dostajecie takie gówno...;/ Poprawię się, obiecuję.!

Następny najwcześniej w piątek, bo wcześniej nie dam rady...

Kama ;**

wtorek, 4 grudnia 2012

INFO.!

Przepraszam, że nie dodawałam ostatnio rozdziałów, ale nie miałam czasu nic napisać. Musiałam przeczytać lekturę na polski i zająć się innymi duperelami do szkoły ;/
Obiecuję, że jutro (tj. środa) rozdział się pojawi :)

Jeszcze raz przepraszam...

Kama ;**

niedziela, 2 grudnia 2012

Chapter 4

*tydzień później*
 

Kolejny piątek- kolejna impreza.
Dziś nie mam ani siły, ani ochoty się gdziekolwiek ruszać. Gdybym nie była zmuszona przez Michael'a, to zostałabym w domu przed ekranem telewizora. Ale nie, bo po co dać bezbronnej Kate spokój? Przecież można ją sobie powykorzystywać do własnych celów.
Nie znosiłam takich sytuacji, kiedy wiem, że nie mogę nic zrobić, aby się obronić. Muszę być posłuszna...
Spojrzałam na zegarek- była 16.45.
Czas się szykować- pomyślałam i ruszyłam do łazienki.
Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Wzięłam gorącą kąpiel, umyłam włosy i czysta i pachnąca postawiłam stopy na zimnej podłodze. Wytarłam się ręcznikiem, a mokre włosy związałam gumką. Podeszłam do lusterka i zaczęłam się malować. Dzisiaj postawiłam na różowy odcień, bo w planach miałam założyć tego koloru ubranie. Pomalowałam się i zajęłam się włosami. Wysuszyłam je, a następnie spięłam w luźnego koka.
Przeszłam do pokoju i zaczęłam się ubierać. Założyłam sukienkę. Dobrałam do niej te buty i te kolczyki. Gotowa przeszłam do kuchni. Zdążyłam zjeść kilka kostek czekolady, którą darzyłam ogromną miłością, kiedy do domu wpadł Michael.
- Idziemy!- powiedział, kiedy tylko mnie zobaczył. Założyłam buty i wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi na klucz, odwróciłam się w stronę furtki i westchnęłam ciężko.
Wsiadłam do samochodu, a chłopak ruszył spod mojego domu z piskiem opon.

Weszliśmy do domu, gdzie odbywała się impreza. Michael od razu pociągnął mnie do rogu pokoju i zaczął mówić co mam robić.
- Dzisiaj trzeci z nich. Blandyna znajdziesz w kuchni- popchnął mnie właśnie w tamtą stronę- I nie wracaj, jeśli nie wypełnisz zadania!
Ruszyłam w stronę drzwi od kuchni. Wiedziałam gdzie to jest, bo byłam tam na pierwszej imprezie. Niepewnie otworzyłam drzwi, bo myślałam, że w środku ktoś będzie, ale myliłam się. Kuchnia była pusta. Usiadłam na blacie kuchennym i czekałam na owego chłopaka z blond włosami. Nalałam sobie do szklanki soku, który stał obok mnie i dla zabicia czasu zaczęłam go sączyć przez słomkę.
- Po co tu siedzisz?- usłyszałam męski głos. Przestraszyłam się. Uniosłam głowę i spojrzałam na chłopaka, który stał naprzeciw mnie.
- Yyy... Ja...- zaczęłam się jąkać- Siedzę tu, bo nie mam się  kim bawić.
Po tych słowach zaczęłam chłopak spojrzał na mnie krzywo. Musiałam zacząć działać.
- Jestem Alex, a ty?
- Niall- powiedział, nadal nie odrywając ode mnie wzroku.
Zeskoczyłam z blatu i podeszłam do niego.
- Więc może będziesz tak miły i dotrzymasz mi towarzystwa, hmmm...?- położyłam rękę na jego ramieniu, a potem przejechałam nią po tego torsie.
- Yyy... Wiesz, taka ładna dziewczyna jak ty, na pewno znajdzie sobie kogoś innego do zabawy- powiedział niepewnie i wybiegł z kuchni.
Otworzyłam usta ze zdziwienia, a oczy mi się powiększyły kilkakrotnie.
Olał mnie, normalnie mnie olał- pomyślałam. Nie mogłam się jednak poddać, bo wiem, czym by to groziło. Nie mogłam ryzykować.
Ruszyłam do salonu i próbowałam znaleźć Niall'a wzrokiem. Na marne. Blondyn tak jakby zapadł się pod ziemię.
Podeszłam do stołu z alkoholem, gdzie kręciło się kilka osób. Zaczepiłam jednego chłopaka.
- Nie widziałeś jednego z gospodarzy? Tego Blondyna- zaczęłam.
- Może widziałem, a może nie widziałem- powiedział. Czuć było od niego sporą ilość alkoholu.
- To tak, czy nie- powoli traciłam cierpliwość.
- A co będę z tego miał, jak ci powiem, że poszedł do kibelka?- zapytał, a jego oczy się rozszerzyły- Kurwa!
- Wielkie dzięki- poklepałam o po ramieniu i ruszyłam w stronę łazienki.
Rozglądałam się dookoła, aby wyłapać wzrokiem Michael'a, ale zamiast niego z tłumu wyłonił się Liam.
- Cholera- przeklęłam pod nosem. Przecież on nie może mnie zobaczyć!
Odwróciłam głowę w drugą stronę i zatrzymałam się przy ścianie. Starałam się nie rzucać w oczy i chyba mi się to udało, bo Liam przeszedł obok mnie obojętnie.
Podeszłam do drzwi od toalety i czekałam, aż Niall wyjdzie. Po chwili zamek się przekręcił i z środka wyszła moja "zguba".
- Hej- dotknęłam jego ramienia. Odwrócił się i przyjrzał mi się uważnie.
- Znowu ty?
- Tak, ja. Masz coś przeciwko?- uśmiechnęłam się zalotnie.
- Nie, ale...- przerwałam mu.
- No właśnie! Więc może się ze mną zabawisz?- złapałam go za rękę i pociągnęłam na parkiet, jednak ten mi się wyrwał.
- Sorry, ale nie mam ochoty. Daj sobie spokój- powiedział i zostawił mnie samą na środku pokoju. Myślałam, że zacznę płakać.
No świetnie...- pomyślałam- To robotę na dziś mam z głowy. Przecież nie dam rady go dzisiaj na nic namówić. No, ale co z Michael'em? Kazał mi nie wracać dopóki nie wykonam zadania. Mogłabym się zająć kolejnym chłopakiem, ale nie wiem którzy to. I co ja teraz zrobię?
Chwilę się nad tym zastanawiałam, ale w końcu postanowiłam wrócić do domu na własną rękę.
Wyszłam z wielkiego domu i ruszyłam w stronę swojego domu. Czekała mnie długa droga.

Po godzinie szybkiego spaceru dotarłam na miejsce. Otworzyłam drzwi i po cicho weszłam do środka.
- Gdzie byłaś?- usłyszałam głos za sobą.
Gwałtownie się odwróciłam i zobaczyłam tatę. Stał z założonymi rękami i czekał na moją odpowiedź.
- Ja... Byłam... z Michael'em- wymyśliłam szybko, choć w połowie była to prawda.
- To dlaczego cię nie odwiózł?- pytał dalej.
- Bo on trochę wypił i wolałam wrócić na nogach- kłamałam dalej.
- Dobrze...- westchnął i poszedł do sypialni.
Odetchnęłam z ulgą.
Weszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka.

*następnego dnia, rano*

Jadłam śniadanie, kiedy usłyszałam, że pod domem parkuje jakiś samochód. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam wściekłego Michael'a. Podbiegłam do drzwi i próbowałam się je zamknąć na klucz, ale nie zdążyłam. Chłopak był ode mnie o wiele silniejszy i pchnął nimi z całej siły, a ja upadłam na podłogę.
- Dlaczego nie wypełniłaś zadania?!- zaczął się wydzierać. Podniosłam niepewnie głowę ku górze, aby na niego spojrzeć, ale od razu tego pożałowałam, bo przyłożył mi z liścia w policzek.
Zaczęłam zwijać się z bólu, a on nadal nie ustępował. Kopnął mnie w brzuch, a potem jeszcze raz uderzył w twarz. Ból był nie do wytrzymania.
- Jeszcze raz nie zrobisz tego co ci każę, a mnie popamiętasz!- krzyknął i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Powoli podniosłam się z podłogi i weszłam do łazienki, aby zobaczyć, czy coś mi się stało. Siniak na policzku i lekko rozcięta brew. Opatrzyłam ją, a sińca zatuszowałam makijażem. Przeszłam do pokoju, usiadłam na fotelu i po prostu zasnęłam.




--------------------------------

Przepraszam, że wczoraj nie dodałam, ale napisałam ten rozdział dosłownie chwilę temu.
1) I jakie są Wasze wrażenie.?
2) Spodziewałyście się tego, czy nie.?
3) Kiedy chcecie kolejny rozdział.?
Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach.
Serdecznie dziękuję za ostatnie opinie, które jak wiadomo wywołały uśmiech na mej mordce :P

Kama ;**