środa, 2 stycznia 2013

Chapter 15




 Rozdział dla Perrie M., która musi zacząć ćwiczyć cierpliwość :P

*tydzień później*


Rozpoczął się rok szkolny. Chłopcy mają coraz więcej obowiązków, a ja coraz większą ochotę na truskawki w czekoladzie z bitą śmietaną. Hmmm... Nie no, nie wyrobię! Muszę zjeść te truskawki!
Od rana byłam w domu sama, bo chłopcy pojechali na jakąś sesję czy coś i mięli wrócić dopiero po południu. Całodniowe leżenie przed telewizorem to nie dla mnie, własnego komputera nie mam, a do pokoi chłopaków wchodzić nie będę.
Truskawki... Truskawki...
Yhhh... Muszę coś z tym zrobić.
Udałam się do kuchni i zaczęłam szukać truskawek, lub chociaż czegoś co by je przypominało.
Nic, zero, null... LUDZIE, CZY W TYM DOMU NIE MA ŻADNYCH TRUSKAWEK?!?!?!
Chłopaki zabronili mi wychodzić z domu, ale pokusa była większa. Ubrałam buty i wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam w stronę sklepu spożywczego, który znajdował się dwie ulice dalej.
Szłam chodnikiem w danym kierunku. Dochodząc do sklepu, zauważyłam znaną mi postać. Mężczyzna. Przyjrzałam się temu facetowi uważniej. Sam... ten ochroniarz zespołu. Co on tu robi?
Nie zaprzątałam sobie tym głowy, bo co on mi niby może zrobić. Z resztą przyszłam tu po truskawki!
Weszłam do sklepu i od razu przeszłam do działu owoców. Podeszłam do truskawek i wybrałam najładniejszy koszyczek. Mmm...Delicje.
Pochodziłam jeszcze między alejkami i postanowiłam kupić coś dla chłopaków. W końcu to ich pieniądze...
Dla Niall'a wzięłam paczkę żelków, Liam'owi kupiłam paczkę Lay's-ów, Zayn'owi wybrałam jakieś ciastka, Hazzie- Twix'a, a Lou, wiadomo... pęczek pomarańczowych koleżanek. Wróciłam się jeszcze po czekoladę i bitą śmietanę do moich truskawek, a kiedy miałam wszystko, podeszłam do kasy. Zapłaciłam za swoje zakupy i ruszyłam do wyjścia.

Gdy skręcałam w ulicę, na której znajdowała się nasza willa (wow, nasza... fajnie brzmi) poczułam na sobie czyjś wzrok. Nie odwracałam się jednak, tylko szłam dalej przed siebie. Uczucie nie malało. Rosło wręcz. Nie wytrzymałam. Odwróciłam się i w jednej chwili poczułam, że muszę uciekać, ale nie mogłam. Stałam na środku chodnika całkiem sparaliżowana.
- Michael- szepnęłam niemal niesłyszalnie. On jednak się uśmiechnął i szedł w moją stronę.
- Witaj, Kate- ukłonił mi się lekko.
Poczułam się bardzo dziwnie. Zacisnęłam mocniej dłonie na uchwytach od siatek z zakupami i czekałam na dalsze ruchy chłopaka.
- Dawno się nie widzieliśmy- mówił dalej- co tam u ciebie i twoich dzieci, hmmm...?
Już miał dotknąć mojego brzucha, lecz ja w ostatnim momencie złapałam go za nadgarstek. Sama nie wiedziałam co robię. Nie panowałam nad swoimi ruchami.
- Ohhh...- Michael westchnął głęboko- Niczego się nie nauczyłaś.
Chłopak wyrwał się z mojego uścisku, przed co upuściłam reklamówki z zakupami i z całej siły popchnął mnie na chodnik. Nic więcej nie pamiętam.


Otworzyłam oczy, ale chwilę potem je zamknęłam. Lampy na suficie bardzo mnie raziły. Zaraz... Sufit? Lampy? Gdzie ja do cholery jestem?!
Spróbowałam znowu. Zamrugałam kilka razy i rozejrzałam się dookoła. Byłam w małej, białej sali, a za mną coś pikało. Odwróciłam się... Aparatura... Świetnie!
Westchnęłam ciężko i położyłam głowę na poduszce.
Po kilku minutach do pomieszczenia weszła pielęgniarka z kroplówką w ręce.
- Dzień dobry- uśmiechnęłam się serdecznie.
- Dzień dobry- odpowiedziałam- Czy mogę się dowiedzieć co się stało?- spytałam.
- Wczoraj po południu zostałaś tutaj przywieziona karetką. Masz lekkie wstrząśnienie mózgu, a po za tym wszystko w porządku. Nie powiadomiliśmy nikogo, nie nie znaleziono przy tobie żadnych dokumentów, tylko porozrzucane zakupy.
- Aha... A ciąża?- wytrzeszczyłam na nią oczy.
- Z dziećmi wszystko w porządku. Nosi pani pod sercem silne maluchy- uśmiechnęła się i dokończyła zmienianie kroplówki.
- A czy mogłaby pani zadzwonić do moich przyjaciół?- spytałam.
- A nie wolałabyś do rodziny?- po tym pytaniu w moich oczach zaczęły zbierać się zły.
- Ja już nie mam rodziny- przetarłam wierzchem dłoni policzek, po którym zaczęły już spływać pojedyncze słone krople.
- Przepraszam. W takim razie poproszę numer do przyjaciół i zaraz do nich zadzwonię.
Podałam jej numer do Liam'a, bo był pierwszy w "Ostatnio wybieranych", a następnie czekałam, aż kroplówka spadnie do końca.

Leżałam bezczynnie już dwie godziny. Kroplówka już prawie się skończyła, a chłopaków nadal nie było. Ale przecież nie mogą rzucić wszystkiego i przyjechać do mnie, prawda?
W tym samym momencie drzwi do mojej sali gwałtownie się otworzyły, a do środka wpadli kolejno: Louis, Harry, Zayn, Liam i Niall. Pierwszy z nich wylądował na podłodze, a potem każdy na tym poprzednim.
Nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam niepohamowanym śmiechem.

-Brawo- powiedziałam, kiedy się uspokoiłam.
- Cześć Kate- Niall się do mnie uśmiechnął i pokazał rząd białych zębów.
- Zamiast witać się ze zdrajczynią, najpierw z nas zejdź!!!- krzyknął Louis, wierzgając nogami na samym dole ludzkiej piramidy.
- Cześć chłopcy- przywitałam się z nimi, kiedy już stali na nogach. Spojrzałam na Lou- Czemu ze zdrajczynią?
- Obiecałaś nam, że nie będziesz wychodzić sama z domu. I co?!- zaczął się awanturować.
- Czy ty wiesz, jak się o ciebie martwiliśmy?!- teraz krzyczał Zayn.
- Nie spaliśmy całą noc, tylko jeździliśmy po mieście i szukaliśmy cię!- skończył Liam.
- Ja... przepraszam was bardzo, ale miałam straszną ochotę na truskawki i nie mogłam się powstrzymać przed wyjściem do sklepu. Przepraszam- po moim policzku spłynęła jedna łza.
- Ciii... Tylko nie płacz, proszę. Nie znoszę kiedy płaczesz- Louis usiadł na brzegu łóżka i odarł mokrą skórę.
- Yyy... Kate?- Niall szturchnął mnie w ramię, a ja spojrzałam na niego. Blondyn wskazywał kroplówkę- Czy to nie powinno kapać?
- Matole... Skończyło się- Liam puknął go lekko w czoło.
- Sorry. Głodny jestem to nie za bardzo myślę.
 Mimowolnie się zaśmiałam. Uwielbiałam tych pajaców.
- To ja może pójdę po pielęgniarkę, żeby odłączyła ci to ustrojstwo- Liam wskazał na stojak od kroplówki.
Ledwo drzwi od sali się zamknęły, a chłopak do nas wrócił.
- Yyy...- podrapał się nerwowo po głowie- Gdzie jest pokój pielęgniarski?
- Chodź, sieroto- odezwał się Zayn- Pójdę z tobą.
Spojrzałam na Louis'a, który nadal siedział na łóżku.
- Jak to się stało?- spytał.
Zaczęłam mu mówić, co sama wiedziałam, ale kątem oka zauważyłam, że Niall tyka palcem Harry'ego w ramię. Loczek się odwrócił i zaczął gadać z Blondynem.
Gdy byłam w momencie pytania, czy z dziećmi wszystko dobrze, Hazza spojrzał na mnie i Lou.
- Yyy... idę z nim- pokazał kciukiem na Niall'a- do bufetu. Chcecie coś?
- Nie, dzięki- odpowiedzieliśmy równo.
Pozostała dwójka opuściła salę, a ja odwróciłam wzrok na Pasiaka.
- Więc mówisz, że z dziećmi wszystko dobrze?- uśmiechnął się.
- Tak- odwzajemniłam uśmiech.
- A będziesz miała jeszcze jakieś badania?
- Chyba tak, z resztą, nie wiem...- westchnęłam.
- Tak czy siak, jeśli to będą moje dzieci, będę je kochać bez względu na wszystko- dotknął delikatnie mojego brzucha.
- Cieszę się, że tak uważasz- położyłam swoje dłonie na jego i mocniej przycisnęłam brzuch, na co Lou poszerzył swój uśmiech.
- Pielęgniarka zaraz przyj... Oj, sorry- zaczął Zayn, który wpadł do sali, ale zaraz potem zawrócił.
- Zayn, wracaj...- krzyknęłam za nim.
- Wiecie, jeśli wy coś, ten tego to ja rozumiem- zaczął gadać coś bez sensu.
- Między nami nic nie ma- powiedziałam stanowczo i podniosłam się do pozycji siedzącej.
Zaraz za Mulatem do sali wszedł Liam z pielęgniarką, a za nimi Hazza z żarłokiem.
Kobieta odłączyła kroplówkę, a zaraz potem wyszła z sali.

Z chłopakami pogadałam jeszcze około dwóch godzin, a potem musieli się zbierać.
Kiedy wychodzili, dałam każdemu po kolei buziaka w policzek. Zayn oczywiście musiał coś dowalić...
- Jakby co, to ja nie mam nic przeciwko- szepnął mi do ucha, a potem puścił oczko.
- Debil...- zaśmiałam się i lekko klepnęłam w policzek.
Ostatni był Louis. Jego również cmoknęłam w policzek, a potem on spojrzał na mnie.
- I pamiętaj co ci powiedziałem- powiedział i poklepał się po brzuchu. Uśmiechnęłam się, dając znak, że pamiętam i zamknął za sobą drzwi.
Zostałam sama. Było późno, więc po prostu ułożyłam się wygodnie i czekałam na sen.

-------------------------------------------------

20 komentarzów+1 na GG = 15 rozdział :P
No i co myślicie.? Udzie.?

Jedna z Was upominała się o więcej akcji, więc wymyśliłam takie coś...

Moje pytanka do Was:
1) Spodziewałyście się takiego obrotu akcji.?
2) Według Was, kto będzie ojcem dzieci.?
3) Jak myślicie, o czym będzie kolejny rozdział.?
4) Co u Was tak ogólnie.?
Czekam na Wasze odpowiedzi :)

Pod ostatnim rozdziałem zapytałam się Was o prezenty pod choinką, to teraz moja kolej:
- kuferek w zdjęcia Londynu,
- Big Ben'a, którego układa się z poszczególnych elementów,
- pościel z flagą brytyjską,
- kalendarz ze zdjęciami z Londynu,
- flagę brytyjską z materiału,
- drugą poduszkę(jaśka) z 1D,
- etui na telefon z 1D,
- ołówki z 1D,
- kolczyki- sówki,
- słodycze...
 Taaa... Zmiana wystroju pokoju robi swoje :P
A co do Sylwestra, to byłam z Przyjaciółką u drugiej Przyjaciółki i poznałam wielu nowych ludzi ze świata (hehe:P chat internetowy): np. Abudabra(czy jakoś tak...) z Turcji albo Leon z Niemiec i wieeelu z USA. Raz nawet trafiłyśmy na Polaka :D

Dostałam też nominację do Liebster Award od Axl Rose:
1.Czemu zaczęłyście pisać bloga?
- z nudów... Pierwszego bloga zaczęłam pisać z przyjaciółką w wakacje, drugiego- bo się wkręciłam, a trzeciego- bo mnie Czytelniczki prosiły :)
2.Kto jest twoim idolem (jeśli 1D to który z członków)
- z 1D to Louis, a po za 1D to mam kilku, więc nie chce mi się wymieniać :P
3.Ulubiony kolor?
- czerwony i fioletowy :D
4. Jak jest twoja ulubiona piosenka?
- za każdym razem jak usłyszę jakąś fajną piosenkę to staje się moją ulubioną, więc nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie...
5. Kim byś chciała być w przyszłości?
- w niespełnionych marzeniach- piosenkarką, a w marzeniach realnych- nie wiem... może coś z kryminalistyką...? lubię takie rzeczy i trochę mnie do tego ciągnie :P
6. Największe marzenie?
- zaśpiewać z 1D na jednej scenie, albo przynajmniej, żeby usłyszeli jak śpiewam :)
7. Co ci daje muzyka?
- muzyka to moje życie, więc wszystko co niezbędne, aby przeżyć :D
8. Psy czy koty?
- hmmm... nie wiem... lubię i te i te zwierzęta :)
9. Na co zwracasz uwagę gdy poznajesz nową osobę?
- przede wszystkim na poczucie humoru, ale też jak traktuje innych i czym się interesuje. A jeśli chodzi o wygląd (chłopaka) to czy ma niebieski oczy i blond włosy :P
10. Co najbardziej cenisz w ludziach?
- chyba to, jak odnoszą się do innych...
11. Szanujesz i akceptujesz Taylor?
- szanuję i akceptuję. Nie mam z Nią większego problemu, bo Harry nie jest moim ulubieńcem, ale zależy mi na jego szczęściu, a skoro z Nią jest to znaczy, że jest szczęśliwy :)

Dziękuję za uwagę. Dłużej nie zanudzam.

Dodam jeszcze, że następny rozdział pojawi się około niedzieli-poniedziałku, bo wcześniej nie dam rady... Szkoła, 40-sta rocznica ślubu dziadków... po prostu się nie wyrobię. Pzepraszam...:'(

Kama ;**

piątek, 28 grudnia 2012

Chapter 14

*dzień koncertu*
 

Wakacje minęły bardzo szybko. Przez te dwa miesiące zdarzyło się wiele niezwykłych i strasznych rzeczy zarazem. Zerwałam kontakty z Michael'em, to znaczy bardziej on ze mną, ale mniejsza... Rodzice wyrzucili mnie z domu, poznałam najwspanialszych chłopaków na świecie, a co najważniejsze zaszłam w ciążę z jednym z nich.
Siedziałam na kanapie w salonie i myślałam nad swoim dotychczasowym życiem... Chłopcy byli na ostatniej już próbie przed koncertem z okazji zakończenia wakacji. Przez ostatnie pięć dni jeździłam z nimi, ale dziś nie miałam ochoty ruszać się z domu.
Wieczór zbliżał się wielkimi krokami, co wiązało się wyjściem na koncert. Tam musiałam być obecna, bo chłopcy, jak to oni powiedzieli, nie chcę spędzać tego dnia beze mnie. Ja w sumie też chcę być w wtecy z nimi...
Mogę szczerze powiedzieć, że zaprzyjaźniliśmy się, choć mieszkam u nich niecały tydzień. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Oni uratowali mi życie. Jestem ich dłużniczką i nie wiem w jaki sposób się im odwdzięczę.
Zegar wybił godzinę 16.30, co oznaczało, że za pół godziny przyjedzie po mnie kierowca, który ma mnie zawieźć na miejsce, gdzie odbędzie się dzisiejsza impreza.
Postanowiłam zająć ten czas jedzeniem. Zamieniam się w Niall'a. Zauważyłam, że gdy ten chłopak przekracza próg domu, od razu kieruje się do kuchni. Ja też się tam teraz udałam. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej słoik z ogórkami kiszonymi, na które mam non stop ochotę. Od wczoraj nie jem nic, po za zielonymi przyjaciółmi.
Zjadłam kilka korniszonków, po których umyłam zęby i nim się obejrzałam, kierowca stał pod domem.
Założyłam buty i wyszłam. Zamknęłam drzwi na klucz i wsiadłam do samochodu.
- Dzień dobry- przywitałam się.
- Witam panią- kierowca szczerze się do mnie uśmiechnął- Kierunek- hala koncertowa.
- Tak- zasalutowałam i ruszyliśmy w drogę.
Na miejsce jechaliśmy około 20. minut. To i tak mało, jak na londyńskie korki. Kierowca wskazał mi drzwi, którymi miałam wejść do środka. Było to tylne wejście, bo choć nie widziałam frontu, wiedziałam, że jest tam tłoczno. Fanki dało się usłyszeć bardzo wyraźnie. Krzyczały ze szczęścia. W sumie nie dziwię im się. Ja też darłabym się na cały regulator, gdybym miała za chwilę zobaczyć swoich idoli.
Weszłam do budynku i przeszłam przez długi, ciasny korytarz do garderoby chłopaków. Nie trudno było ją znaleźć, bo nie na każdych drzwiach był napisz "ONE DIRECTION".
Zapukałam, a po chwili w progu stanął Harry.
- Hello!- uśmiechnął się.
- Uważaj, bo dostaniesz szczękościsku- przyłożyłam dłoń do jego policzka, a jego mina od razu zbladła. Hehe, zgasiłam go! Mój prywatny sukces!
Minęłam zaskoczonego chłopaka w drzwiach i weszłam do garderoby.
- Ale mu pojechałaś- Lou przybił ze mną piątkę.
- Wiem- zaśmiałam się i usiadłam na kanapie.
- Jak się dzisiaj czujesz?- zapytał z troską Liam, siadając obok mnie.
- Jest ok. Oczywiście zjadłam już pół słoika ogórków, ale ogólnie jest dobrze. Dziękuję, że pytasz- przytuliłam się do niego.
- Ej! Ja też chciałem cię o to zapytać!- krzyknął oburzony Harry i wystawił ramiona do uścisku.
Ja tylko głośno prychnęłam i zwróciłam się do reszty.
- Po co miałam przyjeżdżać tu tak wcześnie? Koncert dopiero za godzinę- spojrzałam na Zayn'a pytająco, a on się uśmiechnął.
- Musisz jakoś wyglądać, no nie?
No nie... Czy on uważa, że jestem brzydka i potrzebuję jakiejś mega tapety?!
- Teraz to żeś pojechał- Niall wywrócił oczami i objął mnie ramieniem- Chodzi o to, że teraz pójdziesz do kosmetyczki i naszej stylistki, które sprawią, że będziesz jeszcze piękniejsza niż jesteś.
- Aha, no ok- wzruszyłam ramionami, a Zayn'owi szczena opadła.
- Widzisz Zayn... Musisz się jeszcze wiele nauczyć- wyśmiał go Lou i złapał mnie za rękę- a ciebie zaprowadzę do kosmetyczki.
Tylko się uśmiechnęłam i razem z Louis'em wyszłam z garderoby.
Szliśmy w ciszy, dopóki Pasiak nie zatrzymał się przy jakiś drzwiach.
- To tu- powiedział i wszedł do środka, a ja za nim.
Był to gabinet kosmetyczny połączony z salonem fryzjerskim i garderobą.
Nagle podeszła do nas jakaś dziewczyna. Louis przywitał się z nią całusem w policzek i wyjaśnił mi, że to ich stylistka, która ma się mną zająć. Zaraz potem wyszedł i dostawił mnie samą.
- No to co, zaczynamy- uśmiechnęła się do mnie Lou- stylistka. Kiwnęłam lekko głową na znak zgody i usiadłam na krześle do mycia głowy. Jedna z fryzjerek umyła mi włosy, potem je wysuszyła i uczesała.
Następnie przesiadłam się na miejsce u kosmetyczki, gdzie pomalowano mi paznokcie i zrobiono makijaż.
- Została tylko sukienka- powiedziała Lou, kiedy stałam przy wieszakach z ubraniami.
- Miałam ubrać sukienkę, którą dostałam ostatnio od chłopaków...- powiedziałam niepewnie.
- I właśnie tą ubierzesz- dziewczyna wzięła do ręki jeden z miliona wieszaków i podała mi go.
Nadal nie mogłam się nadziwić na tą sukienkę. Do tej pory miałam tylko jakieś stare i zniszczone z lumpeksów, a ta... Światowa półka! Do tego miałam jeszcze tą bransoletkę, którą wręczył mi Liam. Poprawiłam ją na nadgarstku i ruszyłam do przebieralni, by założyć na siebie mój dzisiejszy strój.
Gotowa stanęłam przed Lou i jej pomocnicami.
- Wyglądasz cudnie- uśmiechnęła się do mnie.
- Dziękuję- zarumieniłam się i spojrzałam na zegarek na ścianie. Była 19.55- Zaraz koncert!
Szybko wróciłam z Lou do garderoby chłopaków, jednak ich już tak nie było.
- Kulisy!- krzyknęła stylistka i pociągnęła mnie dalej przez korytarz.
Dobiegłyśmy za scenę w ostatniej chwili. Chłopcy właśnie mięli wybiegać, ale gdy mnie zobaczyli zatrzymali się na moment. Nie zdążyli jednak nic powiedzieć.
- Chłopaki, ruchy!- krzyknął ich menadżer.
Oni odwrócili się do niego i tylko Harry zdążył powiedzieć ciche "Ślicznie wyglądasz" i wybiegli na scenę.
Zespół zaczął grać "I Would", a chłopcy zaczęli śpiewać. Potem było "Rock Me" i kolejne i kolejne...
Znałam już niektóre z ich piosenek na pamięć, bo jednak na próbach byłam.
Co chwilę ktoś do mnie podchodził i chwalił mój dzisiejszy wygląd i mówił, że chłopaki mają szczęście, że na mnie trafili. Niektóre osoby z otoczenia 1D wiedziały, że jestem w ciąży, jednak nie znali całej historii. Może to i dobrze, bo nie mam ochoty na rozgłos.
Kiedy skończyli śpiewać "Live While We're Young", zbiegli ze sceny i po kolei pocałowali mnie w policzek.
- Byliście wspaniali!- pochwaliłam ich i przymknęłam oczy, bo nagle zaczęło mi się kręcić w głowie. Liam mnie podtrzymał, abym nie upadła.
- Za dużo wrażeń jak na jeden wieczór- powiedział stanowczo.
- Nie. Ja tylko...- przerwał mi.
- Jestem zmęczona i muszę się położyć spać- dokończył za mnie. To nie do końca tak miało być, ale nie miałam siły się z nim kłócić.
Chłopcy się jeszcze przebrali i mogliśmy razem wracać do domu.

Weszliśmy do willi i każdy z nas rozszedł się do swoich pokoi. Nie licząc Niall'a, bo ten poszedł do kuchni.
Wzięłam piżamę i weszłam z nią do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zmyłam makijaż i gotowa do spania wyszłam na korytarz. W drodze do pokoju minęłam się z Zayn'em.
- Kate- zaczepił mnie.
- Hmmm...?- przystanęłam.
- Nie myśl sobie, że uważam, że jesteś brzydka. Jesteś piękna, nawet bardzo... Chodzi o to, że byłem zestresowany przed koncertem i nie za bardzo wiedziałem co mówię, dlatego...- przerwałam mu.
- Nie gniewam się na ciebie i cieszę się, że uważasz, że jestem piękna- dałam mu buziaka i policzek i weszłam do pokoju.
Od razu położyłam się na łóżku, przykryłam kołdrą i zamknęłam oczy. Rzeczywiście byłam zmęczona, bo od razu zasnęłam.


-----------------------------------------

Przepraszam, że nie dodałam wczoraj, ale nie miałam czasu, aby go napisać.
Na szczęście już napisałam i od razu dodaję :)

Mam nadzieję, że Wam się podoba.!
Liczę, że napiszecie mi swoje opinie w komentarzach :D

Z ankiety wynika, że jest Was tu 21...
Dlatego następny rozdział pojawi się dopiero po 21. komentarzach.
Wiem, że to szantaż, ale ostatnio wgl nie mam weny i chcę wiedzieć, czy opłaca mi się dalej pisać to opowiadanie...

Jedna z Dziewczyn prosi, aby polecić jej nowego bloga, więc to robię, choć i tak uważam, że polecanie go nie jest mu potrzebne, bo i ez tego sobie świetnie poradzi :P

A, no i jeszcze dwa pytanka...
Co dostałyście pod choinkę.?
Co robicie w Sylwestra.?
Jeśli będziecie chciały, o pod następnym rozdziałem napiszę co dostałam ja :)

Kama ;**

niedziela, 23 grudnia 2012

Chapter 13

*następnego dnia rano*

 
Otworzyłam zaspane oczy, a to, co zobaczyłam wpiło mnie w materac łóżka.
- Co ty tu robisz?!- wydarłam się.
- Czekam, aż się obudzisz- uśmiechnął się jeszcze szerzej, a myślałam, że bardziej się nie da -,-
- Więc skoro już wstałam, to możesz stąd wyjść, prawda?- odwzajemniłam uśmiech.
- Nie- powiedział krótko i stanowczo.
- Nie...? Czemu?- zrobiłam wielkie oczy.
- Liam i Zayn powiedzieli, że mamy nie schodzić na dół, dopóki nas nie zawołają- wyjaśnił.
- Yyy... Dooobra. A gdzie Niall i Louis?
- Niall w łazience, a Louis chyba u siebie- wzruszył ramionami i położył się obok mnie.
Leżeliśmy bez słowa może z dziesięć minut, ale ta cisza stawała się powoli nie do wytrzymania. Musiałam jakoś zagadać.
- Harry...?- zaczęłam.
- Hmmm...?- podniósł się na łokciu i spojrzał na mnie.
- Jeśli to będą twoje dzieci to wyrzucisz mnie? W końcu ty chciałeś, abym usunęła ciążę- posmutniałam, a po moim policzku spłynęła łza. Ostatnio tylko płaczę. Nie umiem się pozbierać, po tych wszystkich wydarzeniach.
- Oczywiście, że nie! Przecież nie jestem bez serca i jestem pewien, że pokocham te maluchy. No, bo sama zobacz: jeśli odziedziczą po mnie urodę to będą tu biegać małe Hazziątka z loczkami- ucieszył się, a ja zrobiłam poker face.
- Aleś ty skromny- przewróciłam oczami, a ten szeroko się uśmiechnął.
Podniosłam się z łóżka i skierowałam się do drzwi.
- Gdzie idziesz?- zapytał Harry.
- Do łazienki. Potrzeby wzywają- powiedziałam i wyszłam na korytarz.
Wiedziałam, gdzie jest łazienka, bo chłopcy wczoraj wieczorem pokrótce mnie oprowadzili. Z resztą na drzwiach do ich pokoi były wywieszone plakietki z ich imionami, a łazienka pozostała pusta.
Pchnęłam drzwi i chciałam wejść do środka, jednak ktoś zagrodził mi drogę. Ten osobnik był ode mnie wyższy, więc uniosłam głowę i spojrzałam prosto w oczy... Louis'a.
- Hej!- uśmiechnął się.
- Hej- odwzajemniłam uśmiech- Mogę przejść?
- Ależ proszę cię bardzo- ustąpił i pokazał ręką wnętrze łazienki.
Zaśmiałam się cicho i weszłam do środka. Zamknęłam za sobą drzwi i przekręciłam zamek. Teraz mogłam dokładnie przyjrzeć się wszystkiemu. W swoim domu łazieneczka była malutka i brzydka, a ta?! Czułam się jak w pałacu! W sumie to byłam w pałacu, ale takim nowoczesnym.
Zaśmiałam się pod nosem i odkręciłam wodę. Chłopcy dali mi wczoraj nową szczoteczkę, którą umyłam zęby, a potem przemyłam twarz. Potem pożyczyłam sobie grzebień, który leżał na półce pod lustrem i rozczesałam nim włosy.
Gotowa wróciłam do pokoju, gdzie Harry'ego na szczęście już nie było. Zdjęłam swoją "piżamę", którą była koszulka jednego z chłopaków i ubrałam swoje wczorajsze ubranie, bo nie miałam tutaj kompletnie nic...
Zeszłam do dół i skierowałam się do kuchni, skąd dochodziły różne zapachy. Kiedy tylko przekroczyłam próg, doskoczył do mnie Niall.
- Witamy naszą nową współlokatorkę pysznym śniadaniem, które wykonali Zayn z Liam'em. Brawa!- krzyknął i zaczął klaskać, a za nim pozostała czwórka. Ja tylko zaśmiałam się i dosiadłam się do stołu.
Stały na nim same pyszne rzeczy: wędliny i sery wszelkiego rodzaju, ogórki, pomidory, twarożek, dżemy, jajka na miękko i twardo, a na samym środku deserek- babeczki czekoladowe!
- Czy wy czytaliście mi w myślach, że wiedzieliście, co przygotować na śniadanie?- zapytałam, spoglądając na twórców posiłku.
- Po prostu naszykowaliśmy wszystko, co lubimy my i wiedzieliśmy, że coś na pewno ci posmakuje- zaśmiał się Mulat.
Zaczęliśmy jeść. Każdy brał coś dla siebie, po za Niall'em, bo ten jadł wszystko po kolei. Gdzie ten chłopak to mieści, to ja nie wiem...

- Musimy jechać do centrum handlowego na zakupy- powiedział Liam, kiedy siedzieliśmy przed TV w salonie.
- Po co?- zapytałam- Przecież macie tyle ubrań, że głowa mała!
- Nie dla nas. Dla ciebie!- wyjaśnił.
- Ale ja nie mam pieniędzy. Nie mam nawet jak zapłacić za zwykłego batonika- posmutniałam.
- My zapłacimy!- krzyknęli uradowani.
- Nie, nie, nie! Nie ma mowy! Nie będziecie za mnie płacić!- zezłościłam się.
- To zróbmy tak: my zapłacimy za twoje ubrania, a w zamian każdy z nas wybierze ci po jednej rzeczy, którą będziesz musiała kupić, ok?- zaproponował Louis.
- Dobra, ale to za mało.- pomyślałam chwilę- Zrobię wam dzisiaj obiad, może być?
- TAK!- krzyknął uradowany Niall, a my zaśmialiśmy się.

*późnym popołudniem*

Te zakupy mnie wykończyły. I jeszcze te fanki i paparazzi. Jak chłopcy mogą tak żyć? Ja nie wytrzymałabym po kilku godzinach, a oni mają tak na co dzień.
Do domu weszliśmy obładowani po brzegi, bo co mi się spodobało, było kupowane. Nie jestem przyzwyczajona do takich zakupów. Mało tego! Odkąd pamiętam kupowałam w samych tanich sklepach, a dzisiaj mam ciuchy z najdroższych butików w mieście!
Gdyby nie to, że co chwilę się szczypałam, pomyślałabym, że to sen.
Z chłopakami czułam się bezpiecznie i wyjątkowo. Każdy z nich jest inny, ale pasują do siebie jak puzzle z jednej układanki. Są perfekcyjni! I gdyby nie to, że noszę w sobie potomków jednego z czwórki, zakochałabym się w nich do szaleństwa! Piękni, młodzi, utalentowani, kochani przez miliony- czego chcieć więcej...?
- Kate, gdzie ten obiad?!- krzyknął z góry Niall.
- Zaraz będzie gotowy!- odkrzyknęłam.
Właśnie kończyłam przygotowywać sos do kaczki z żurawiną(za dużo reklam Lidla :P- od aut.).

 Stół był już nakryty, a kaczka czekała w piekarniku.
- Gotowe- westchnęłam, stawiając sos na stole.
Podeszłam do piekarnika i wyciągnęłam mięso.
- Chłopcy!- krzyknęłam na cały dom.
Po chwili siedzieli już przy stole, a ja postawiłam przed nimi półmisek z daniem głównym.
- Wow!- powiedzieli na widok mojej kaczki.
- Nic nie mówcie, póki nie spróbujecie- zaczęłam nakładać sobie porcję na talerz.
Po kilkunastu minutach każdy był już po jedzeniu. Oparłam się o krzesło i czekałam na opinie. Oni jednak nic nie mówili, tylko siedzieli i patrzyli się na puste talerze.
W końcu Liam zamlaskał i nabrał powietrza.
- Co jest dzisiaj?- zapytał.
- Środa, a co?- odpowiedziałam.
- A więc od dzisiaj w każdą środę będziemy jedli kaczkę z żurawiną- zarządził, a ja wytrzeszczyłam oczy.
- Że jak?- pokręciłam głową.
- No normalnie. Przecież to było pyszne!- krzyknął, a chłopcy mu przytakiwali.
- Cieszę się, że wam smakowało- uśmiechnęłam się.
- "Smakowało" to mało powiedziane!- Mulat objął mnie ramieniem, bo to on siedział obok mnie.
- No to teraz trzeba posprzątać i dać Kate nasze prezenty dla niej- powiedział Harry i zaczął wkładać naczynia do zmywarki.
Po skończonej pracy, przeszliśmy do salonu, gdzie każdy miał mi dać obiecane podarki. Już się bałam. Pierwszy był Zayn, który kupił mi "zestaw fryzjerski". Szczotki, grzebienie, lokówka, prostownica itp...
- Dziękuję, ale nie musiałeś- spojrzałam na niego.
- Ale to nie tylko dla ciebie, ale też dla mnie- wyszczerzył się.
- Ok- zaśmiałam się.
Następny był Liam, który dał mi śliczną bransoletkę.
- O Boże...- szepnęłam- To jest piękne.
Założyłam ją na rękę i otarłam łezkę szczęścia z policzka.
- Nigdy jej nie zdejmę- przytuliłam go.
Kolejny był Niall. Otworzyłam prezent od niego i myślałam, że padnę ze śmiechu. Piżama z ciastkami.
- Ojej! Czekoladowe! Moje ulubione! Dzisiaj w niej śpię- zaśmiałam się i odebrałam prezent od Harry'ego. Po nim mogłam się spodziewać wszystkiego, ale to to była przesada.
- Harry, czy ty twoja wyobraźnia kiedyś cię zawiodła?- zapytałam całkiem poważnie.
- Nie, a co?- zdziwił się.
- To twoja myśl o tym, że mnie w tym zobaczysz będzie twoim pierwszym zawodem!- krzyknęłam, ale zaraz potem zaczęłam się niepochromowania śmiać, a chłopak razem ze mną. Tylko Hazza siedział z założonymi rękami i udawał obrażonego.
Nadszedł czas na Louis'a i jego prezent. Pasiak podał mi torbę. Zajrzałam do niej, a zaraz potem wyciągnęłam z środka śliczną sukienkę.
- Założysz ją na nasz koncert z okazji końca lata. Co ty na to?- uśmiechnął się do mnie promiennie.
- Oczywiście, że założę- padłam mu w ramiona- Jest cudna. Dziękuję.
Dałam każdemu buziaka w policzek i zebrałam prezenty.
- A kiedy macie ten koncert?- zapytałam.
- Za pięć dni w centrum Londynu. Menadżer każe nam wystąpić z okazji kończących się wakacji.
- Kate, a jak ty stoisz ze szkołą?- zapytał Liam.
- Skończyłam wyższą szkołę muzyczną, a co?- spojrzałam na nich, a ci wytrzeszczyli na mnie oczy.
No tak... Śmieszne to brzmi, że taka biedna dziewczyna chodziła do szkoły muzycznej.
- Kiedyś wygrałam konkurs, gdzie główną nagrodą było miejsce w takiej szkole- wyjaśniłam.
- Umiesz śpiewać?- zapytał Zayn.
- Tak trochę, ale nic wam nie zaśpiewam, bo nie dorastam do pięt takim gwiazdom jak wy- powiedziałam stanowczo.
- Jeszcze zobaczymy- Lou potarł ręce i zaśmiał się złowieszczo. Wyglądał przy tym komicznie.
Pogadaliśmy jeszcze jakiś czas, ale poczułam się senna i postanowiłam udać się na górę.
Zabrałam swoje prezenty i zaniosłam je do pokoju. Wzięłam piżamkę od Niall'a i poszłam z nią do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam prezent od Blondyna i wróciłam do siebie.
Położyłam się na łóżku i wtulając się w poduszkę, zasnęłam.



-----------------------------------------------

Jak obiecałam.!

Specjalnie dodaję rozdział dzisiaj, bo chcę Wam Wszystkim życzyć:
Radosnych Świąt Bożego Narodzenia, Spełnienia Marzeń, Uśmiechu, Miłości, Wspaniałych Przyjaciół, Prezentów Pod Choinką I Oczywiście Spotkania 1D :)

Czujecie już Magię Świąt.? Ja tak :P Piosenki Świąteczne, Kolędy, Potrawy Wigilijne, Prezenty, Choinka, Pasterka, Urodziny Lou ahhh... Mogłabym tak wymieniać do upadłego :D

 Ode mnie to chyba na tyle... Spadam do kuchni :P

Ahaa... Następny rozdział pojawi się dopiero po Świętach, bo przez te dni nie ma mnie w domu. Obiecuję napisać coś sensownego ;)

Bajo.! <33

Kama ;**

piątek, 21 grudnia 2012

Chapter 12

Ocknęłam się nie wiem po jakim czasie. Otworzyłam powoli oczy, a światło w pokoju bardzo mnie raziło. Zaraz, zaraz... W pokoju?!
Gwałtownie podniosłam się z kanapy, na której leżałam i rozejrzałam się dookoła. Mój wzrok zatrzymał się na pięciu chłopakach, którzy siedzieli na drugiej kanapie. Już chciałam uciekać, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Oparłam się i głęboko westchnęłam.
- Co ja tu robię?- zapytałam.
- Sami chcielibyśmy to wiedzieć...- odezwał się Zayn.
Ja na serio nie pamiętałam, skąd się tu wzięłam. Ostatnie co mi przemknęło przed oczami to... Michael i jego cios. Nieświadomie dotknęłam policzka i oka. Bolało.
- Późnym wieczorem przyszłaś tu. Louis ci otworzył, a ty padłaś przed nim jak długa- Niall zaczął nerwowo wymachiwać rękami.
- Co ci się stało?- zapytał Harry, patrząc na mój policzek.
- Eee... To nic takiego, ale...- urwałam, bo nie wiedziałam, czy to, co muszę im powiedzieć przejdzie mi przez gardło.
- Co "ale"?- zapytali wszyscy.
- Bo ja mam dla was złą wiadomość...- spojrzałam na nich.
- Czy to ma jakiś związek z tym typem, który cię popchnął wtedy na chodniku?- zapytał Blondyn.
- Niezupełnie, ale on też brał w tym udział- odpowiedziałam, a oni spojrzeli na mnie i czekali, aż zacznę mówić o co chodzi.
Nabrałam powietrza w płuca i zaczęłam swój monolog...
- Od kilku dni bardzo źle się czułam. Wymiotowałam i tak dalej... W końcu mama zabrała mnie wczoraj do lekarza, gdzie oprócz normalnego przepadania zrobiono mi też badanie ginekologiczne- po tym słowie chłopcy wyprostowali się niczym struny, a ja kontynuowałam- z którego wyszło, że jestem w ciąży z bliźniakami- spuściłam głowę, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Opamiętałam się jednak i mówiłam dalej- rodzice od razu wyrzucili mnie z domu, a Michael nie chce mnie znać. Dlatego właśnie przyszłam do was.
Teraz już nie wytrzymałam i po prostu się rozpłakałam. Położyłam się na kanapie a nogi podkuliłam pod brodę. Beczałam gorzej niż małe dziecko.
Chłopcy momentalnie doskoczyli do mnie i przytulili mocno. Ja jednak nadal ryczałam i wycierałam łzy rękawem od bluzy.
- Przepraszam was! Naprawdę was przepraszam! Ja nie chciałam, ale on mnie zmusił! Groził mi!- krzyczałam przez płacz.
- Ciiii...- Louis zaczął gładzić moje włosy, a ja wtuliłam się w niego bardziej.
- Skrzywdziłam was, okłamałam, a potem okazało się, że to kłamstwo to prawda i przychodzę do was jak gdyby nigdy nic! Co ja sobie myślałam!- krzyknęłam i wstałam z kanapy.
Zaczęłam kierować się w stronę drzwi. Jednak nie dane mi było wyjść z domu. Ktoś złapał mnie od tyłu i zatrzymał w pół kroku. Odwróciłam się i spojrzałam prosto w oczy Liam'a.
- Puść mnie- powiedziałam, spuszczając głowę.
- I dokąd pójdziesz?- złapał mój podbródek- Sama mówiłaś, że każdy cię wyrzucił.
- Pójdę na dworzec albo pod most. Tam gdzie miejsce zwykłej i niechcianej dziewczyny.
Wyrwałam mu się, ale ten znowu mnie zatrzymał. Już się nie opierałam, tylko po prostu padłam na podłogę i zaczęłam jeszcze głośniej beczeć.
Nie wiedziałam co mam robić. Byłam kompletnie rozbita. Sama. Kompletnie sama!
- Yyy... A czy możemy w końcu poznać twoje prawdziwe imię? Bo nie wiemy, jak mamy się do ciebie zwracać- Zayn położył rękę na moim ramieniu.
- Przepraszam was też za te różne imiona... Jestem Kate- powiedziałam i schowałam twarz w kolana.
- Ładne imię dla ładnej dziewczyny- odezwał się Harry i złapał mnie za ręce, pomagając mi wstać- Chodź do salonu. Nie będziesz płakać na korytarzu- zaśmiał się. Mnie to jednak humoru nie poprawiło.
Usiadłam na kanapie, a chłopaki przeszli do kuchni. Kiedy tylko zniknęli za drzwiami, ja położyłam się i dotknęłam dłońmi swojego brzucha. Nadal nie mogłam uwierzyć, że noszę pod sercem dwa małe serduszka. Uśmiechnęłam się na tą myśli, choć mnie to przerażało.
Po chwili zespół wrócił do salonu. Chłopcy porozsiadali się do fotelach i kanapie, a ja siedziałam w miejscu jak truś.
- Mamy dla ciebie propozycję...- zaczął Zayn.
- Ale najpierw musisz nam odpowiedzieć na kilka pytań- dokończył Liam.
Patrzyłam na nich i czekałam na ich pytania.
- Czy chcesz z nami zamieszkać, skoro nie masz się gdzie podziać...?- zapytał Mulat.
- Ja... Nie mogę. Nie mogę was wykorzystywać- powiedziałam stanowczo, a oni jak gdyby nigdy nic się zaśmiali.
- Wykorzystywać, powiadasz...?- wydusił z siebie Harry- Przecież to my ci proponujemy, abyś u nas zamieszkała.
Zmieszałam się... Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć.
- Z resztą po co my się o to pytamy... Jasne, że zostajesz!- krzyknął uradowany Lou i złapał mnie za rękę. Chłopak zaczął mnie ciągnąć na piętro. Nie protestowałam, bo po prostu nie miałam siły.
- Który pokój wybierasz?- zadali kolejne pytanie. Stanęliśmy całą szóstką przed parą drzwi. Niall otworzył jedne z nich, a Harry drugie. Zajrzałam do pierwszego pokoju, a potem do drugiego.
- Chyba ten- wskazałam na pierwszy, a Blondyn się uśmiechnął, bo to on go otworzył.
- Dwie sprawy załatwione. Jeszcze dwie- powiadomił mnie Liam.
- Słucham...
- Chrapiesz w nocy, czy musimy kupić zatyczki do uszu?- zapytał Zayn.
- Yyy... Nie, nie chrapię- ci odetchnęli w ulgą.
- I czy jesteś naszą fanką?- zapytał Harry.
- Przeprasza, ale wcześniej o was nie słyszałam. Nie mam komputera i nie wychodzę z domu, chyba że Michael sobie tego życzył.
- Tym lepiej. Będziesz mogła nas pokochać za to jacy jesteśmy, a nie za to jak wyglądamy, czy śpiewamy- Louis objął mnie ramieniem, a ja tylko wywróciłam oczami.
- Mamy jeszcze jedno pytanie, ale proszę cię, nie denerwuj się- Liam spoważniał.
Zadrżałam. Nie wiedziałam o co może chodzić. Może o to, że pomieszkam u nich do końca ciąży, a potem wywalą mnie na zbity pysk...?
- Kto jest ojcem?- zapytali.
Zamarłam. Co miałam im powiedzieć...?
- Nie wiem...- wydusiłam.
- Wiemy już, że nie spałaś tylko z Niall'em, więc jego możemy wykluczyć, ale który z nas jest tym szczęściarzem...?- pytał Zayn, a ja czułam jak po moim policzku spływają kolejne łzy.
- Ja naprawdę nie wiem, który z was. Po USG jeszcze tego dokładnie nie widać, ale lekarka mówiła, że to przełom pierwszego i drugiego miesiąca- powiedziałam.
- Kiedy dziecko się urodzi musimy zrobić testy DNA. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko?- zapytał Harry.
- Nie mam... Sama miałam zamiar to zrobić, ale nie wiedziałam jak mam was prosić o próbki do badania.
- Więc załatwione!- krzyknął uradowany Louis- Mieszasz z nami, a za osiem miesięcy na świat przyjdzie jeszcze dwoje małych człowieków- pokolenie One Direction!- wydarł się, a ja i pozostali chłopcy zaczęliśmy się śmiać.
Już wiedziałam, że będzie mi się tutaj dobrze mieszkało.


---------------------------------------------

Tak jak obiecałam, rozdział jest w piątek. Wiem, że późno, ale dzisiaj miałam kilka spraw na głowie.
Jestem z niego średnio zadowolona, ale tą prawdziwą opinię pozostawiam Wam :)
Ten pomysł z zamieszkaniem u chłopaków jest oklepany, ale nie wpadłam na lepszy. Nie chciałam wysyłać Kate na dworzec... Przepraszam, jeśli Was zawiodłam :'(

Dziękuję za ostatnie komentarze i oczywiście czekam na kolejne :)

Następny rozdział postaram się dodać w niedzielę lub w poniedziałek, bo nie wiem czy się wyrobię. Wiecie, ciasta, sałatki itd... Na szczęście nie muszę szykować dań na Wigilię, bo jadę do wujka do Oleśnicy koło Wrocławia. Pozdrawiam ludzi z okolic.! :P

Odpowiadam jeszcze ma pytanie od Amonimka: "Ile masz lat?"
A więc mówię, że w marcu skończę 16 :) Tak, mało, wiem...

Nie zanudzam więcej...
Bajo.! <33

Kama ;**

środa, 19 grudnia 2012

Chapter 11

Dla Wszystkich Komentujących <33

*następnego dnia, rano*
 

Tym razem obudziła mnie mama. Niechętnie podniosłam się z łóżka i skierowałam się prosto do łazienki. Bolał mnie brzuch i ogólnie byłam jakaś taka obolała...
Wykonałam poranną toaletę i wróciłam do pokoju. Ubrałam się w TO, bo na dworze znowu nie było za ciekawie. Zabrałam jeszcze bluzę i dołączyłam do rodziców, którzy jedli śniadanie. Nadal dziwił mnie fakt, że nie chodzą do pracy. Przecież jeszcze tydzień temu ciągle nie było ich w domu, a teraz...? Przekraczają próg, jeśli muszą wyjść na zakupy. To chore!
- Mogę wam zadać jedno pytanie?- zapytałam, a oni nawet na mnie nie spojrzeli. Zachowywali się tak, jakby mnie przy nich w ogóle nie było.
- Halo!- podniosłam lekko głos.
- Cicho siedź!- krzyknął ojciec, a ja schyliłam głowę, jakbym próbowała uniknąć uderzenia w głowę- Po tym co wczoraj zrobiłaś, nie masz prawa unosić głosu!
- A co ja niby wczoraj zrobiłam?- zdziwiłam się.
- Podważyłaś nasze zaufanie- mama włączyła się do kłótni.
- Że co?!
- Kazaliśmy ci się nie ruszać z łóżka, kiedy wychodziliśmy do sklepu. Wracamy, a tu mało tego, że nie leżysz w łóżku, to jeszcze nie ma cię w domu!
- Musiałam wyjść, nie rozumiecie?!
- Nie, nie rozumiemy- westchnęła mama i wstała od stołu.- Zaraz wychodzimy.
Nie odpowiedziałam. Wstałam i odniosłam swój talerz na blat obok zlewu.
- Dlaczego nie zjadłaś?- mama spojrzała na mnie kątem oka.
- Nie jestem głodna- powiedziałam cicho i wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i czekałam, aż mama mnie zawoła.
Po kilku minutach rodzicielka po mnie przyszła.
Ubrałam się i razem wyszłyśmy z domu. Chodnikiem udałyśmy się w stronę przychodni. Nie miałyśmy daleko, więc po dziesięciu minutach szybkiego spaceru byłyśmy na miejscu.
Weszłyśmy do budynku i skierowałyśmy się do gabinetu lekarskiego. Mama cicho zapukała i po chwili usłyszałyśmy szybkie "Proszę".
- Dzień dobry pani doktor- przywitała się moja mama, kiedy przekroczyła próg gabinetu.
- Dzień dobry- odpowiedziała i spojrzała na mnie.
- Dzień dobry- powiedziałam cicho, a lekarka się uśmiechnęła.
Usiadłyśmy na krzesłach po drugiej stronie biurka, przy którym siedziała kobieta.
- A więc o co chodzi?- zapytała.
Nie dane mi było się odezwać, bo matka mnie wyprzedziła, co szczerze zdziwiło lekarza.
- Od kilku dni z Kate nie jest najlepiej. Wymiotuje i widzę, że całościowo nie czuje się najlepiej- wyjaśniła.
- Mhm... Jakieś bóle brzucha lub głowy?
- Już otworzyłam usta, ale rodzicielka znowu mnie wyprzedziła.
- Nie- powiedziała stanowczo.
- Ale może damy Kate się wypowiedzieć, a pani poczeka na korytarzu- powiedziała uprzejmie, ale mamie wyraźnie się to nie spodobało. Nie miała jednak wyjścia.
Posłusznie wstała i wyszła z gabinetu. Kobieta spojrzała na mnie.
- A więc, powiedz co ci dolega?- uśmiechnęła się szczerze do mnie.
- Mama przesadza- zaśmiałam się- Nie jest ze mną aż tak źle.
- Więc powiedz z czym do mnie przyszłaś?
Westchnęłam ciężko i znowu nabrałam powietrza.
- Rzeczywiście od kilku dni wymiotuję i mam duże zawroty głowy. Brzuch boli mnie sporadycznie, a głowa prawie cały czas- powiedziałam na jednym wydechu.
- I to ma był to twoje nic?- doktor zrobiła wielkie oczy.
- Jest jeszcze coś- powiedziałam niepewnie.
- Co takiego?
- Wczoraj upadłam na chodnik na brzuch. Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie?
- Dobrze, że powiedziałaś również o tym. Coś jeszcze ci dolega?- zapytała, zapisując moje dolegliwości na karcie pacjenta.
- Nie, to wszystko- spuściłam głowę.
Kiedy skończyła pisać, spojrzała na mnie.
- Połóż się na kozetce. Zbadam ci brzuch.
Wykonałam jej polecenie. Podciągnęłam bluzkę i bluzkę do góry, a ona zaczęła dotykać mojego brzucha.
- Wstań. Osłucham cię jeszcze- powiedziała cofając się o krok.
Stanęłam przed nią i uśmiechnęłam się pod nosem, bo byłam od niej wyższa o głowę.
Lekarka założyła słuchawki i zaczęła mnie badać.
- Oddychaj głęboko- poleciła.
Po chwili skończyła, a ja mogłam się ubrać. Doktor usiadła za biurkiem i zaczęła uzupełniać kartę pacjenta.
- Musisz jeszcze przejść badanie ginekologiczne i to będzie wszystko- powiedziała nie odrywając wzroku od kartki.
- Ginekologiczne?- zdziwiłam się. No bo niby po co miałby mnie badać ginekolog?
- Twój brzuch nie jest taki, jaki być powinien i wolę się upewnić, że wszystko jest w porządku.
Pokiwałam tylko głową. Jak to "nie jest taki, jaki być powinien"? Czy to ma związek z moim wczorajszym upadkiem? Tak, to na pewno to, ale na co ginekolog?!
- Choć ze mną do gabinetu pani ginekolog- powiedziała, podchodząc do drzwi.
Ruszyłam na nią. Wyszłyśmy z gabinetu, co od razu zobaczyła moja mama.
- I co jej jest?- zapytała, doskakując do mnie.
- Z mojej strony wszystko w porządku, ale chcę, aby zobaczył ją ginekolog- powiedziała pani doktor.
- Po co ginekolog?!- mama wyraźnie się zdziwiła i przestraszyła.
- To tak na wszelki wypadek.- zaśmiała się doktorka- Czy chce pani być przy badaniu?
- Tak!- krzyknęła rodzicielka i ruszyła razem z nami.
Nie byłam za tym, aby ona ze mną była przy tym badaniu. A co jeśli się dowie, że wczoraj upadłam na chodnik? Chciałam uniknąć tej rozmowy.
Weszłyśmy do gabinetu ginekologicznego, gdzie siedziała młoda kobieta.
- Czy mogłaby pani wykonać tej oto dziewczynie- doktor wskazała na mnie- badanie ginekologiczne?
- Oczywiście, pani doktor- uśmiechnęła się i spojrzała na mnie- Rozbierz się od pasa w dół i usiądź na fotelu.
Niechętnie to wykonałam, bo jednak czułam lekki dyskomfort, ale co począć. Zdjęłam spodnie i majtki i usiadłam na tym specjalnym fotelu.
Młoda lekarka zaczęła badanie.
- Tylko się nie spinaj. To nic strasznego- uśmiechnęła się.
Ja spojrzałam na stojącą obok biurka mamę i moją panią doktor. Obie miały niepewne miny. Odwróciłam wzrok na panią ginekolog. Ta zaś wpatrywała się w ekran, który pokazywał moją macicę. Taaa... ale widoki -,-
- Ahaaa...- odezwała się nagle.
- Coś się stało?- zapytałam.
- Gratulację- spojrzała na mnie, a a zamarłam. Czego ona mi gratuluje?!- Widzę tutaj dwa małe serduszka! Będziesz miała bliźniaki!
ZGON!!! Co będę mieć?! Jak to bliźniaki?! Przecież to nie mogło się dziś naprawdę!!! Nie, nie, nie!!!
- Jak to? To ty jesteś w ciąży?!- mama odezwała się cicho.
- Ja...ja... nie wiedziałam. Przysięgam, że nic nie wiedziałam!- zaczęłam się tłumaczyć.
Lekarka skończyła badanie, a ja mogłam się ubrać.
- Jesteś między pierwszym, a drugim miesiącem. Na razie nie da się tego dokładnie określić, ale myślę, że za miesiąc, na kolejnej wizycie kontrolnej już będziemy wiedziały, który to tydzień. Na razie to wszystko i zapraszam za miesiąc- młoda ginekolog się uśmiechnęła.
- Do widzenia- powiedziała stanowczo moja mama i wyciągnęła mnie w gabinetu niemalże siłą.
- Porozmawiamy w domu- powiedziała i ruszyłyśmy w drogę powrotną.
Wiedziałam, że to się tak skończy! To wszystko przez Michael'a i ten jego genialny plan! Ale najważniejsze pytanie... Kto jest ojcem?
Doszłyśmy do domu. Chciałam iść do siebie, jednak mama pociągnęła mnie do salonu, gdzie był tata.
- I jak było u lekarza?- zapytał nie odrywając wzroku od telewizora.
- Będziesz dziadkiem- powiedziała mama. Ojciec w momencie na nas spojrzał.
- Kim będę?!- podniósł głos- Jakim dziadkiem do cholery- podniósł się z fotela.
- Mało tego. To będą bliźniaki!- mama nadal mówiła swoje.
Ja stała ze spuszczoną głową i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.
Tata podszedł do mnie i uderzył z otwartej dłoni w policzek, przez co straciłam równowagę, ale nie upadłam.
- I jak ty to sobie wyobrażasz?!- zaczął się wydzierać- Kiedy my straciliśmy pracę, ty postanowiłaś się puścić, bo chciałaś stracić dziewictwo, tak?!
Podniosłam głowę.
- Straciliście pracę?- zapytałam.
- Nie przerywaj mi!- uderzył mnie drugi raz, ale tym razem lżej.- Wynoś się stąd! Wynoś się! Już nie jesteś naszą córką, rozumiesz?!
Zaczęłam płakać. Łzy spływały po moich policzkach. Jak on mógł tak powiedzieć?! Spojrzałam na mamę, jednak ona popierała ojca.
Odwróciłam się na pęcie i wybiegłam z domu.
Szłam chodnikiem przed siebie. Nogi poprowadziły mnie pod dom Michael'a, bo gdzie miałam się podziać...?
Zapukałam. Po chwili drzwi otworzyły się.
- Kate?!- Michael wyraźnie się zdziwił na mój widok- Co ty tu robisz?
- Jestem w ciąży- powiedziałam i rozpłakałam się jeszcze bardziej.
- Co jesteś?!- wydarł się i uderzył mnie w twarz.
Upadłam. Chłopak stanął nade mną i przywalił pięścią w policzek i oko. Ból był nie do wytrzymania.
Nic więcej nie zrobił tylko wyprostował się.
- Nie pokazuj mi się więcej na oczy! Nic nie jestem ci winien!- krzyknął i wszedł do domu, zostawiając mnie na brudnym i zimnym chodniku całkiem samą.
I gdzie miałam się podziać? Rodzice mnie nie chcą. Michael się mnie wypiął.
Jedyna moja szansa to... Nie! O czym ja myślę?! A może jednak...?
Podniosłam się i powoli skierowałam w stronę willi zespołu.
Po pewnym czasie dotarłam na miejsce. Podeszłam do drzwi i zapukałam. Po chwili ktoś otworzył, jednak jedyne co zdążyłam zapamiętać, to krzyk.
- O Boże!
Po tym straciłam przytomność.


-----------------------------------------------

To w ramach rekompensaty za moją nieregularność i ostatni króciutki rozdział.
Ten może i jest mało ciekawy, ale przynajmniej jest trochę dłuższy. Mam nadzieję, że już chociaż trochę mniej się na mnie gniewanie...

Dziękuję za ostatnie komentarze i wyczekuję kolejnych :)

Następny rozdział pojawi się około piątku.

Kama ;**

wtorek, 18 grudnia 2012

Chapter 10

*następnego dnia, 12.30*
 

Przez całą noc i ranek źle się czułam. Nie wychodziłam z łóżka i gdy tylko chciałam się napić, mama przynosiła mi szklankę z wodą. Obok, na podłodze, stała miska (tak na wszelki wypadek), która była już dziś wymieniana trzy razy. Na prawdę nie wiem, co się ze mną dzieje. Jeszcze nigdy tak mocno się nie zatrułam.
- Kate, wychodzę z tatą do sklepu. Nie ruszaj się z łóżka i odpoczywaj- powiedziała mama, kiedy zajrzała do mojego pokoju.
- Ok- odpowiedziałam i zamknęłam oczy.
Nie minęło dużo czasu, a zaczęłam przysypiać. Niedużo brakowało, a zasnęłabym ze zmęczenia, ale nie, bo po co! SMS!
Ciężko westchnęłam i złapałam za telefon. Otworzyłam wiadomość. "Za 5 minut na skrzyżowaniu"- tak brzmiała jego treść. Nie no błagam! Ja tu umieram, a on mi każe przyłazić nie wiadomo gdzie.
Podniosłam się z łóżka i założyłam na siebie bluzę z kapturem, bo na dworze nie było dziś za ciekawie. Ubrałam jeszcze buty i ciemne okulary, aby ukryć ciemne wory pod oczami.
Wyszłam z domu i skierowałam się chodnikiem w stronę skrzyżowania, które było zakończeniem mojej ulicy. Dotarłam na miejsce po około dziesięciu minutach. Już z daleka mogłam zobaczyć postać Michael'a.
- Spóźniłaś się- powiedział, kiedy do niego podeszłam.
- Wiem, ale jestem chora i...- przerwał mi.
- Jak to chora?!- złapał mnie za nadgarstek.
- No po prostu. Chora- powiedziałam ciszej.
- Ty nie możesz być chora! Rozumiesz to, czy nie?!- krzyknął i popchnął mnie z całej siły na chodnik, tak, że upadłam na brzuch. Michael tylko czekał, aż się pozbieram. Ja jednak nie miałam siły, byłam kompletnie wykończona.
- Czyś ty zwariował?!- usłyszałam czyjś głos. Podniosłam lekko głowę i zobaczyłam duży czarny samochód, z którego wysiedli chłopcy z zespołu. Przestraszyłam się.
- Przecież ona jest w ciąży!- krzyknął każdy z nich równocześnie, po za Niall'em, bo ten pomagał mi wstać.
Zdziwienie. Tylko to teraz widziałam na twarzach każdego z chłopaków.
- Skąd wiecie, że ona jest z ciąży?- zapytał Harry.
- Bo to moje dziecko- odpowiedzieli Liam, Louis i Zayn.
Blondyn tylko stał i przyglądał się całej tej sytuacji.
- To ze mną jest w ciąży, prawda Megan?- Loczek spojrzał na mnie.
- Megan?!- zdziwili się pozostali.
- To jest Susan- powiedział Liam.
- Nieprawda, bo Alex- wtrącił się Niall.
- Mnie przedstawiła się jako Angelika- oznajmił Zayn.
- A mnie Sarah- skończył Louis.
Każdy z nich patrzył po sobie, jakby nie wiedzieli, co ze sobą zrobić.
- Debile, ona nie jest w żadnej ciąży!- teraz Michael mówił- Wymyśliłem to, żeby wydoić od was kasę i prawie mi się to udało!
- To prawda?- zapytali chłopcy i spojrzeli na mnie.
- Ja...ja...- jąkałam się, a po moich policzkach spływały łzy. Po prostu odwróciłam się i uciekłam w stronę domu ile sił w nogach.
Słyszałam jak reszta woła za mną, ale nie zwracałam na nich uwagi.
Kiedy dobiegłam do drzwi od domu w progu stanęli rodzice. Na twarzach mięli wymalowaną wściekłość.
- Mówiłam ci, żebyś się nie ruszała z łóżka!- krzyczała mama, ciągnąc mnie do mojego pokoju.
- Wiem, ale musiałam wyjść- próbowałam się wytłumaczyć.
- Jedyne co musiałaś, to leżeć w łóżku! Jesteś chora, nie rozumiesz tego?!- teraz krzyczał tata.
Nie odpowiedziałam.
Bez słowa położyłam się do łóżka i spojrzałam na mamę, która stała nade mną.
- Dziś nie poszłyśmy do lekarza, bo jest brzydka pogoda i nie chciałam, żebyś się bardziej przeziębiła, ale jutro idziemy i bez dyskusji!- powiedziała stanowczo i wyszła.
Co miałam zrobić? Nic... I jeszcze ta sytuacja z Michael'em i zespołem. Koniec ze mną! Mam tego po prostu dosyć! Wszystko, co się dzieje w moim życiu jest beznadzieje! Po co mam żyć, skoro nie mam dla kogo? Dla rodziców jestem tylko utrapieniem i utrzymankiem. Beze mnie byłoby im o wiele lepiej!
Byłam wykończona całym tym dniem. Odwróciłam się na drugi bok i zaczęłam mocniej płakać. Łzy lały się hektolitrami, a mnie nawet się nie śniło, aby skończyć płakać. Myślałam o tym wszystkim, co się dzisiaj stało.
Na dworze zrobiło się już ciemno, a ja nadal płakałam. Zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć, jednak ten sen przyszedł z czasem.



---------------------------------------

Joł.!

Przepraszam, że tak długo musiałyście czekać na ten rozdział, ale ten szpital i te badania mnie przerosły. Jeszcze nie mam do końca sprawnej ręki, co mnie przeraża, bo nie mogę jej utrzymać w powietrzu dłużej niż 15 sekund... Masakra...;/

No nic...
Jak rozdział.? Może być.?
Pisałam go dosłownie chwilę przed dodaniem, bo wcześniej nie miałam jak i kiedy...:(

Liczę na Wasze komentarze i tym razem Was nie szantażuje. Liczę na to, że jednak będzie Wam się chciało skomentować to choć jednym wyrazem...

Z ankiety wynika, że jest Was tu 14. To mało, zdecydowanie za mało :'(
W związku z tym mam do Was prośbę. Jeśli chcecie, abym nie przerywała pisać tego bloga, to polecajcie go na swoich blogach lub na Twitterze. Bardzo Was o to proszę i z góry dziękuję :)

Kolejny rozdział pojawi się po jakiejś konkretnej liczbie komentarzy, więc spinać tyłki i komentować (oczywiście tylko Ci, którzy mają ochotę na dalsze rozdziały)

Kocham i ściskam jedną ręką :P

Kama ;**

piątek, 14 grudnia 2012

Chapter 9

 To dla mojej Aisy, która się upominała o dedykację :P

Nie musieliśmy długo czekać na to, aby ktoś otworzył nam drzwi. Tym razem było to Zayn. Chłopak zdziwił się jeszcze bardziej, niż Liam wczoraj. Wpuścił nas do środka i zaprosił do salonu.
- Jesteś sam?- zapytał Michael.
- Nie... Harry jest na górze- powiedział i oparł się o szafkę. My usiedliśmy na kanapie.

Na słowa Mulata, że ktoś jeszcze jest w domu, zamarłam ze strachu, ale Michael nic sobie z tego nie zrobił. Wręcz przeciwnie- zadowoliło go to. Pewnie miał w związku z tym jakieś plany, które mnie na pewno nie przypadną do gustu...
- Pewnie wiesz, że nie przychodzimy tu bez powodu...- zaczął Michael.
- Domyślam się, że to nie będzie nic przyjemnego, ale mówcie prosto z mostu o co chodzi- odpowiedział.
- Ona jest w ciąży- dowalił Michael, a Zayn padł na fotel.
- Ja...ja... jak to?- jąkał się.
- No wiesz... Dwoje ludzi, razem w jednym łóżku robią ten tego...- myślałam, że wybuchnę śmiechem, jak mój towarzysz zaczął to tłumaczyć.
- Wiem jak to działa, ale JAK?!- Zayn nie mógł w to wszytko uwierzyć.
Właśnie wtedy poczułam odruch wymiotny. Wystrzeliłam do łazienki jak z procy i zamknęłam się w niej. Padłam na  podłogę obok muszli i zaczęłam zwracać wszystko co we mnie było. Myślałam, że zejdę w tym kiblu. Kiedy się w końcu skończyło, powoli wstałam i wypłukałam buzię, potem jeszcze przemyłam twarz i wróciłam do salonu.
- Co się stało?- zapytał Zayn.
- Mdłości- powiedziałam tak, że niby to objawy ciążowe. Wiedziałam, że to tylko zatrucie, ale nie mogłam tego ujawnić.
Usiadłam na swoim poprzednim miejscu i zaczęłam słuchać rozmowy chłopaków.
- Więc, którą opcję wybierasz?- zapytał Michael.
- Tą drugą- powiedział niepewnie, a ja spojrzałam na niego pytająco- Usunięcie... I proszę was o dyskrecję.
Przeraziłam się. Nie wiedziałam, że Zayn nie będzie chciał mieć dziecka.
- W takim razie dobrze. Teraz musimy iść do Harry'ego i wyjaśnić jedną sprawę- powiedział Michael i już zaczął kierować się do schodów. Ruszyłam za nim, jednak poczułam czyjś dotyk na ręce. Odwróciłam się szybko i zobaczyłam, że Zayn złapał mnie za nadgarstek.
- Przepraszam- wyszeptał i wyszedł z domu.
Mnie o mało co łzy nie polały się po policzkach. Nadal nie mogłam uwierzyć w to, że Mulat chciałby, abym usunęła dziecko. On na prawdę mi się spodobał, ale skoro nie chce mieć dzieci to nie.
Weszłam na górę i doszłam do Michael'a, który stał przed drzwiami z tabliczką "Harry".
Jak słodko- pomyślałam, a chłopak zapukał do drzwi. Po chwili w progu pojawił się Loczek z słuchawkami w uszach. Momentalnie jego oczy poszerzyły się kilkakrotnie. Wyciągnął jedną słuchawkę z ucha i spojrzał na mnie.
- Nie mamy dużo czasu, a musimy coś załatwić- powiedział Michael i wszedł do pokoju Harry'ego.
- Nooo... dobra- westchnął Loczek i zamknął za mną drzwi- O co chodzi?
- O ciążę chodzi- Michael rzucił tą informacją, jakby mówił coś oczywistego.
Harry'emu szczęka po prostu opadła.
- Co?!- spojrzał na mnie zdziwiony, a ja nie mogłam się odezwać.
- Normalnie. Ale masz dwie opcje...- zaczął Michael, ale Harry mu przerwał.
- Jakie?!- zapytał, jakby zostało mu kilka minut życia.
- Albo dajesz kasę na aborcję, albo płacisz alimenty. Co wybierasz?
Loczek chwilę się zastanawiał, ale w końcu nabrał powietrza, aby dać swoją odpowiedź.
- Wybieram... a co ty chcesz?- spojrzał na mnie.
Wzruszyłam ramionami.
- W takim razie wybieram... aborcję- westchnął ciężko.
- Dobrze i masz zachować dyskrecję, chyba że chcesz, żeby twoja kariera się skończyła- odparł Michael i wyszedł z pokoju.
- Megan, przepraszam, ale postaw się w mojej sytuacji- mówił.
- Ok, nie ma sprawy...- westchnęłam i zeszłam na dół.
Michael już czekał na mnie przy drzwiach. Założyłam buty i wyszliśmy w domu. Jednak nie dane nam było wsiąść do samochodu, bo na podjazd wjechał czarny samochód. Za kierownicą siedział Sam- ten znajomy Michael'owi ochroniarz zespołu. Na miejscu pasażera siedział Liam, który się nieźle przestraszył, kiedy nas zobaczył, a z tylnego siedzenie wysiadł Louis...
Sam i Liam bez słowa nas minęli, a Pasiak zdziwiony podszedł do mnie.
- Cześć Sarah- uśmiechnął się, co lekko odwzajemniłam, ale zaraz potem spuściłam głowę, bo Michael do nas podszedł.
- Musimy ci coś powiedzieć- zaczął i złapał moje ramię.
- Coś się stało?- zapytał.
- Ona jest w ciąży- powiedział- i masz dwie opcje- płacisz alimenty, albo dajesz kasę na aborcję. Co wybierasz?
Louis stał jak słup soli, jakby nie słyszał tego, co właśnie powiedział mu Michael. Jednak po chwili się ocknął.
- Ja... nie wiem. Jestem w szoku!- mówił, ale na jego twarzy widniał lekki uśmiech.
- Co wybierasz?- Michael nie dawał za wygraną.
- Alimenty. Oczywiście, że alimenty- już chciał zacząć mnie ściskać, ale mój towarzysz mu nie pozwolił.
- Dobra... Ale pamiętaj, że to ma pozostać między nami- powiedział i pociągnął mnie w stronę samochodu.
Wsiadłam na miejsce pasażera i spojrzałam na Louis'a. Chłopak wyraźnie się ucieszył, że zostanie ojcem. To znaczy nie zostanie, bo nie jestem w ciąży.

Ruszyliśmy w kierunku mojego domu.
- Co to miało być to rzyganie?- zapytał chłopak.
- Zatrułam się czymś...-westchnęłam.
- Ahaaa, ok...
Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Kiedy w końcu dojechaliśmy, ja od razu wyszłam z auta i weszłam do domu. Rodzice siedzieli w salonie i oglądali jakiś film.
- Cześć!- krzyknęli.
- Hej- odpowiedziałam i zabrałam z szafki w kuchni płatki czekoladowe. Poszłam z nimi do pokoju i usiadłam na łóżku. Zaczęłam jeść i tak jak się spodziewałam, ponownie mnie zemdliło. Pobiegłam do łazienki, ale nie zdążyłam zamknąć za sobą drzwi.
Kiedy mnie wypłukało, poczułam na plecach czyjąś dłoń. Odwróciłam się i ujrzałam mamę.
- Jutro idziemy do lekarza- powiedziała i pomogła mi wstać. Nie miałam już siły protestować. Wzięłam prysznic i po prostu położyłam się spać.




--------------------------------------

No cześć.!
I mamy kolejny denny rozdzialik...

Dziś myślałam, że wyjdę, ze szpitala, jednak stoi to pod znakiem zapytania, bo nie mam jeszcze wyników badania z wtorku ;/ Polski NFZ -,- Mam ogromną nadzieję, że jednak uda mi się wyjść na weekend do domu...

Mam już pomysł na kolejny rozdział, ale nie wiem, kiedy go napiszę. Przepraszam Was bardzo, ale to leżenie mnie męczy i po prostu nie mam siły.

Tym razem darowałam Wam te ostatnie pięć komentarzy, ale tym razem proszę o 15 sztuk. Pod poprzednim rozdziałem właśnie tyle się znalazło, więc liczę, że to nie będzie dla Was jakiś wielki problem.
Przypominam o ankiecie z prawej strony --->

Ściskam Was mocno jedną łapką :P

Kama ;**

PS. Jak myślicie, co zdarzy się dalej.? Bardzo ciekawią mnie Wasze propozycje i mam nadzieję, że mi je napiszecie. Ja chętnie poczytam :P